Treking na Fansipana bez przewodnika czy z przewodnikiem?

Ponieważ otrzymuję od czasu do czasu maile z zapytaniami o treking na Fansipana bez przewodnika, postanowiłem napisać zbiorczego posta na ten temat. Pytania najczęściej dotyczą takich kwestii jak:

  • czy treking na Fansipana bez przewodnika jest możliwy?
  • czy jest tam jakiś szlak?
  • czy szlak jest oznaczony?
  • czy istnieje mapa szlaków na Fansipana?
  • czy po wejściu na Fansipana mamy jego mapę?
  • czy we Wietnamie można zdobyć mapę na Fansipana
  • czy wybrać opcję jedno-, dwu- czy trzydniową?

Z przewodnikiem czy bez?

Wietnamczycy nie są w ciemię bici – zdają sobie sprawę, że jak zrobią mapę/oznakują szlak to już nie zarobią na “białych” żadnych pieniędzy za trek. Szukaliśmy  wszędzie jakichś materiałów, żeby dało radę zrobić treking bez przewodnika, ale zdobyliśmy jedynie poglądową mapę (a raczej rysunek), która była bardzo niedokładna. Znaleźliśmy również relację Polaków (nie zrażajcie się tytułem wpisu “Fansipan morderca”), którzy zdecydowali się na opcję bez przewodnika, ale co warto podkreślić, szli w zupełnie innych warunkach – padało, było ślisko i bardzo grząsko. Na pewno łatwiej jest się zgubić gdy ścieżką płynie woda lub z nieba leje się wiadrami. Jeśli chodzi o sam szlak, to jest on dobry i widoczny, ale nie ma absolutnie żadnych oznakowań, więc nie liczcie na znaki typu Fansipan 5h, jakie znamy z Europy. Poniżej postaram się jeszcze odtworzyć z pamięci (oraz posiłkując się opisami innych osób) drogę na szczyt.

Wszystkie nasze zdjęcia z drogi znajdują się w galerii z trekingu na Fansipana, są ułożone chronologiczne, może pomogą nieco osobom, które zdecydują się na opcję bez przewodnika.

Jeśli już wybieramy opcję z przewodnikiem, to poniżej kilka porad:

  • najlepiej wcześniej poszukać na jakichś zagranicznych forach dyskusyjnych czy ktoś też nie wybiera się w tym samym czasie co Ty; przy większej ilości uczestników możesz negocjować cenę i zejść spokojnie do 25-35 dolców na głowę. My płaciliśmy $55 przy 3 osobach, co wydaje się całkiem sporo (gość w agencji, w której kupowaliśmy trek argumentował tak wysoką cenę okresem nowego roku oraz brakiem innych osób chętnych na trek);
  • warto oczywiście przejść się po kilku, kilkunastu agencjach i spradzić, która zaoferuje lepsze warunki cenowe (nam proponowano od $85 do $60 za jednodniowy trek przy dwóch osobach; trzecia dołączyła do nas rano, dzięki czemu odzyskaliśmy 5 dolców);
  • daj sobie spokój z proponowanym lunchem – w agencji zaproponują Ci lunch: jest to jedna bułka i 0,5 litra wody, więc wydawanie 5 dolców na taki posiłek to śmiech na sali, lepiej od razu poprosić o zwrot pieniędzy za posiłek i samemu zaopatrzyć się w prowiant;

Jeden, dwa czy trzy dni?

Na to pytanie należy sobie odpowiedzieć samemu. My zdecydowaliśmy się na opcję jednodniową. Zrobiliśmy tak z kilku powodów:

  • nie chcieliśmy spędzać więcej czasu w tym rejonie (odbieraliśmy znajomego z lotniska w Hanoi, więc mieliśmy ustalony grafik wyjazdu),
  • mieliśmy dobre warunki – ścieżka była sucha, nie padało, temperatura w sam raz,
  • nie chcieliśmy bulić za dłuższą wycieczkę,
  • uznaliśmy, że opcja dwu- lub trzydniowa z tragarzem, spaniem w jakichś rozpadających się chatach po prostu nam nie odpowiada.

Moim zdaniem Rafi, który był na Fansipanie w 2007 roku nieco przesadził, że opcja jednodniowa jest dla wybitnych trekerów (jednak jego opinia schlebia nam niesamowicie :) ). To prawda, że jesteśmy z Kasią w ogólnie dobrej kondycji. W czasie, poprzedzającym trek rzeczywiście regularnie uprawialiśmy sport (bieganie, badminton, wspinaczka), ale nie przygotowywaliśmy się jakoś szczególnie do tego wejścia. Dlatego jeśli nie masz problemów ze zdrowiem, ruszasz się regularnie (rower, spacery, basen etc), i możesz sam sobie szczerze powiedzieć, że jesteś w dobrej formie, to spokojnie sobie poradzisz. Trek jest długi i męczący, ale o to chodzi w chodzeniu po górach, prawda?

Ponadto decyzję należy podjąć biorąc pod uwagę warunki. Jeśli idzie się na szczyt w porze suchej, to jeden dzień jest możliwy. Po przeczytaniu relacji z pory deszczowej okazuje się, że błocko po kostki może bardzo poważnie spowolnić tempo trekkingu. Warto w tym momencie zastanowić się nad opcją dwudniową, ale skrojoną dla Ciebie! Warto się zastanowić czy tak na prawdę będziesz potrzebował tragarzo-kucharza, którzy będzie niósł i przygotowywał jedzenie. Jeśli zaopatrzysz się we własny prowiant na dwa dni, to warto rozważyć taką opcję i zaproponować ją agentowi.

Ale w agencji mówili…

Ogólna uwaga dotycząca ludzi pracujących w agencjach – będą starali Ci wmówić, że opcja jednodniowa jest tylko dla supermana, tylko dlatego, żeby wyciągnąć z ciebie kasę. To ich biznes i ich za to nie winię. Jednak wmawianie ludziom, że coś jest niemożliwe jest nie fair. Żyjąć 10 m-cy w Azji nieco poznaliśmy jej mieszkańców i ich zapał do męczenia się. Oni nie rozumieją idei chodzenia po górach i marnowania na to energi tylko dla przyjemności. Stąd nie należy brać poważnie słów agenta, który postara się wcisnąć Ci wersję 3-dniową z tragarzem (który nie niesie Twoich rzeczy, tylko jedzenie!), przewodnikiem itp. Zawsze podejmuj decyzję w zgodzie z własnym przekonaniem, a nie pod wpływem agenta. Agent i przewodnik rzadko są tą samą osobą. To samo dotyczy tego, o czym wspominałem wyżej – jeśli podejmiesz dyskusję o potrzebie zabierania tragarza, a agent zacznie Ci zrzędzić, że umrzesz z głodu, to uśmiechnij się i powiedz, że to już twoja sprawa na co umrzesz :) Najważniejsze to rozeznać warunki pogodowe na trasie – tutaj możesz liczyć na informacje od agenta, w innych wypadkach trzymaj się zdrowego rozsądku :)

Dojazd

Trek zaczyna się z przełęczy Tram Tot, oddalonej  od Sapy o ok 20 minut drogi samochodem pod górkę. Opcji dojazdu może być kilka:

  • gdy decydujesz się na trek z przewodnikiem, dojazd nie stanowi problemu, pod miejsce zakwaterowania podjeżdża samochód z przewodnikiem i jedziecie; po zakończonym trekingu (wraca się tą samą ścieżką) przewodnik daje znać kierowcy, a ten was odbiera,
  • jeśli decydujesz się na opcję bez przewodnika, to można umówić się z lokalsami na to, że cie podwiozą i później odbiorą; zalecam mieć z nimi jakiś kontakt – na konkretną godzinę lepiej się nie umawiać, bo a nuż zejdzie ci dłużej na szlaku i możesz się zdziwić, że nikt na ciebie już nie czeka;
  • można też spróbować wypożyczyć jakiś motor/skutek, które ukryjesz na przełęczy i będziesz mógł wrócić na nim po zakończeniu treku; jest to tylko moja luźna sugestia, nie zrobiliśmy tak, więc nie potwierdzam, że to działa i że nikt nie ukradnie zostawionego pojazdu.

Ważna uwaga: trek dwudniowy w wersji Rafała podobno rozpoczyna się przy jakimś wodospadzie. Myśmy go nie widzieli, ale to nie znaczy, że go nie mijaliśmy – może w nocy po prostu go nie widzieliśmy.

Wstęp do parku

Teoretycznie trzeba mieć jakiś bilet wstępu na szlak – na przełęczy jest buda, coś niby strażników, ale nie pamiętam, żeby nad ranem, gdy zaczyliśmy trek paliło się w niej rano światło, a w dzień po powrocie wyglądała na opuszczoną. Nie mam pojęcia, gdzie się załatwia taki bilet i czy rzeczywiście istnieje. My mieliśmy to w pakiecie z przewodnikiem. Z kolei chłopaki opisują wyraźnie, że mieli kontrolę biletów, ale ją totalnie zignorowali. Nie należy się więc pewnie zbytnio przejmować tym aspektem trekingu.

Tak wygląda wejście na szlak, zaraz obok starej budy strażników na przełęczy Tram Tot

Droga na szczyt

Wyruszyliśmy, kiedy było jeszcze ciemno – wyjazd z Sapy o 5 rano, na przełęczy byliśmy ok 20 minut później. Mieliśmy oczywiście czołówki, ale mimo to w lesie można było się pogubić. Droga często pięła się w górę by za moment zejść w dół. Tak przez dobre 30 minut. Ok 6:30 zrobiło się już widno i zaczęliśmy iść wzdłóż potoku. W pewnym momencie należy go przekroczyć i znaleźć drogę na drugiej stronie. Myślę, że jest to najtrudniejszy moment całego szlaku – właśnie znalezienie drogi, która w pewnym momencie “wtopiła się” w koryto rzeki. Powrót na szlak z rzeki wygląda mniej więcej tak, jak na filmie poniżej (3:36), ale czy to na pewno to miejsce, nie gwarantuję. Poza tym poniższy film to raczej kiepskie narzędzie nawigacyjne, ale zawsze coś.

Później droga była już bardzo czytelna, aczkolwiek nie dam sobie głowy uciąć czy nie było jakichś rozwidleń. Po ok. 3 godzinach dotarliśmy do pierwszej bazy, w której najprawdopodobniej je się lunch podczas 2- lub 3-dniowego trekkingu. Znajduje się tu mała kuchnia i kucharz. My zrobiliśmy krótką przerwę na odpoczynek i jedzenie. W jednym z baraków jest kuchnia z kucharzem (nie wiem czy siedzi tam przez cały rok czy tylko w wysokim sezonie). W drugim baraku sa prowizoryczne prycze oraz szafki, w których są koce. Niestety są one zamknięte, więc w opcji bez przewodnika na więcej niż jeden dzień dobrze jest mieć swój śpiwór.

Tak wygląda pierwszy obóz – buda po lewej służy jako miejsce noclegowe (w zamkniętych na klucz szafach są podobno śpiwory i koce), po prawej – kuchnia i sklepik :)

Żeby iść dalej (po przerwie w pierwszej bazie), trzeba przejść koło tablicy informacyjnej oraz pilnującego jej psa :P

O godzinie 10, czyli po 4,5h od startu dochodzimy do drugiego obozowiska, które wygląda tak, jak na poniższym zdjęciu.

Tak wygląda drugi obóz – buda po lewej służy jako miejsce noclegowe – tutaj weszliśmy tylko do szopy z lewej żeby osłonić się przed wiatrem.

Po drugim dłuższym postoju droga pnie się ostro w górę. A to dlatego, że musimy wspiąć się na inną górę, zejść z niej i dopiero potem będziemy szli już na naszego Fansipana. Roślinność staje się trochę niższa, a widoki coraz ciekawsze.

Prawie jak w Hobbicie :)

Po tym, jak zobaczymy powyższe obrazki, (mniej więcej za przełęczą) droga zaczyna piąć się ostro w górę. Marsz ułatwiają zamontowane po obu stronach ścieżki barierki (przypominają bambus, ale są zimne w dotyku, bo zrobione z betonu). Idzie się będąc otoczonym przez las bambusowy. Podchodzi się mocno pod górę, która była przed Fansipanem. Później schodzi się z niej wśród skał, po dużych kamieniach. Dopiero później zaczęliśmy się piąć na docelowy szczyt; nie martwcie się więc, że nagle schodzicie w dół – jeśli widzicie obrazki takie, jak poniżej, to znaczy że jest nieźle.

Tak wygląda zejście z góry, na którą trzeba lekko wejść przed Fansipanem

Tak wygląda zejście z góry, na którą trzeba lekko wejść przed Fansipanem

Na tą właśnie górę należy się najpierw lekko wspiąć, żeby później z niej zejść i ominąć

W pewnym momencie (nie pamiętam czy było to już po zejściu z pierwszej góry) zauważyć można również mini-schronisko dla osób, które są żądne dobrych widoków na szczycie Fansipana. Jeśli góra jest akurat spowita chmurami, można zejść do tej prowizororycznego namiotu i poczekać na lepszą pogodę.

DSC07801

Tak wyglądało prowizoryczny namiot-schronienie dla osób, które chcą zejść na chwilę ze szczytu, przeczekać złą pogodę i wejść jeszcze raz dla lepszego widoku.

Szczytu nie widać do samego końca, co może trochę demotywować. Jednak ostateczny widok jest wart całodziennego wysiłku.

Życzę wszystkim zakończenia treku z takim widokiem :)

Widok z Fansipana, w oddali Sapa

Widok z Fansipana, w oddali Sapa

Dodatkowe informacje

Z informacji przydatnych, warto jeszcze wspomnieć o:

  • niezależnie od tego jaką wybierzesz opcję (1,2,3 dni) warto zabrać ze sobą sporo jedzenia (bagietki można dostać na każdym rogu w Sapie), coś energetycznego (czekolada, we Wietnamie da się ją kupić z tego co pamiętam) oraz wodę; dobrze jest znać swoje potrzeby energetyczne podczas sporego wysiłku w górach (niektórzy mogą zjeść tylko śniadanie rano i wieczorem kolację na ciepło, inni [tak jak ja :P ] muszą jeść co 2 godziny);
  • dobrze jest wziąć ze sobą czołówkę (latarka na głowę) lub inne źródło światła; od biedy wystarczy latarka w telefonie, ale nie wiem na jak długo wystarczy bateria, poza tym lepiej jest mieć obie ręce wolne do ochrony przed ewentualnym upadkiem; światło jest niezbędne w opcji jednodniowej, bo wychodzi się bardzo wcześnie i jest po prostu ciemno;
  • idziesz w góry, więc należy ubrać się na cebulkę (polecamy ciuchy termoaktywne), dobrze jest też zabrać rękawiczki i czapkę – w pewnych momentach, gdy zaszło słońce i szliśmy we mgle zrobiło się wilgotno i bardzo zimno; na szczycie hulał wicher, więc mimo słońca też było zimno; o butach nie wspomnę – adidasy odpadają; pomimo tego, że szliśmy w porze suchej, to i tak nadal są to góry – buty za kostkę z grubą podeszwą to podstawa;

Tak wyglądają buty osób, które myślą, że w adidasach da się chodzić po górach (buty naszego towarzysza, Johna)

Mam nadzieję, że powyższe informacje okażą się pomocne. Życzę wszystkim zdobywającym Fansipana dobrej pogody, wspaniałych widoków i zachęcam do dzielenia się swoimi przeżyciami w komentarzach :)

About Krzysztof Benedykciński

Entuzjasta technologii internetowych, bloger, wspinacz. Pomimo powrotu do Polski, cały czas stara się zrozumieć chińską mentalność, pisząc swoją debiutancką książkę o życiu białasa w Państwie Środka.

, , ,

  • Marcin

    Gratulacje zdobycia dachu Indochin :) my wybieramy się w tym roku,
    zastanawiam się nad wypadem bez przewodnika bo trafiłem na dość
    przystępna mapę pod Garmina ze szlakami na Fansipana, dlatego też
    myślimy na spokojnie dwa dni z noclegiem pod namiotem pewnikiem w jednej
    z baz pod szczytem, stąd pytanko jak po drodze trafialiście na
    miejscowe zwierzęta, ogólnie ich nastawienie do ludzi, bo trochę małp
    się boje, miejscami potrafią uprzykrzyć życie tym bardziej w nocy.

    • http://ksiazkaochinach.pl/ Krzysztof Benedykciński

      Dzięki! Byliście w końcu na Fansipanie bez przewodnika? Możesz się podzielić swoimi wrażeniami?

      Pozdrawiam