Welcome back!

Po 30h podróży wróciliśmy do domu. Przemieszczaliśmy się taksówką, 2 samolotami, metrem oraz autobusem. A w Pekinie zostaliśmy potraktowani co najmniej jak… VIPy. Dlaczego? Czytajcie dalej :)

Ustawiliśmy budziki na 3 rano. Dopakowaliśmy plecaki podręczne, pożegnaliśmy się z mieszkaniem (chlip chlip :P ) i wyszliśmy łapać taksówkę. O tej porze kierowcy byli wyjątkowo nieskorzy do kompromisów cenowych – jeden zażyczył sobie 200 kuaiów (100 zł), następny zapytał ile mu damy. Wiedząc, że nie mamy wyjścia zaproponowaliśmy 150 kuaiów. Przystał na taką cenę, wrzuciliśmy jeden plecak do bagażnika, a drugi do kabiny (drugi się nie mieścił, co i tak nie przeszkadzało kierowcy w postawieniu ich na sztorc i zakomunikowaniu nam: ke yi - ”ok”; jasne, d**a a nie ke yi, przecież by wypadł jak nic!) i ruszyliśmy. Dojazd do lotniska trwał 20 minut – pędziliśmy 4-pasmową autostradą, która prowadzi prosto do celu.

Nowo-budowane lotnisko z lotu ptaka :)

Nocą, podświetlone lotnisko, wyłaniające się tuż przed nosem samochodu robi na prawdę duże wrażenie. Zostaliśmy wysadzeni przy drzwiach wejściowych o 4:20. Mieliśmy zatem sporo czasu na zwiedzenie przybytku, zważenie plecaków i małe przepakowanie. Mój bagaż był na styk – 30 kg, Kasi odrobinę lżejszy. Po nadaniu i przejściu przez kontrolę, usiedliśmy przy bramce i zaczęliśmy czytać/spać :P

Tak wyglądał wózek po załadowaniu naszymi bagażami :)

Na nasze szczęście wylot z Kunmingu nastąpił zgodnie z planem – mieliśmy wszakże tylko 1,5h na przesiadkę w Pekinie, wraz ze zmianą terminalu. Na chwilę przed lądowaniem podeszła do nas stewardessa:

- Czy macie Państwo przesiadkę do Berlina?

- Tak.

- Zaraz po wylądowaniu proszę od razu zabrać bagaże i przejść na czoło samolotu. Będzie tam czekać na Państwa Cabin Manager.

- Ok, dziękujemy.

Nawet nie musieliśmy szukać – po wylądowaniu, przyszła jedna ze stewardess, złapała Kasię za rękę i torowała drogę między Chińczykami stojącymi w przejściu (Chinole jakby mogli, to by wyskoczyli z samolotu już po dotknięciu ziemi – po prostu nie mogą usiedzieć na fotelach, tak ich świerzbi). W rękawie już czekała na nas kolejna pracownica Hainan Airlines. Zabrała nas na płytę lotniska, gdzie czekał na nas… minibus. Ten zabrał nas pod samolot, gdzie już czekały na nas nasze czerwone worki z plecakami. Szybko załadowaliśmy wory do busika i jazda pod Terminal 2. Nawet nie spostrzegłem, kiedy byliśmy już przy stanowisku do check-inowania.

Kasi bagaż niestety zapikał, więc była groźba otwierania plecaka i szukania rzekomej zapalniczki, która pokazała się na skanie. Na drugim zdjęciu “zapalniczka” już zniknęła, więc bagaż został nadany. W ten sposób, potraktowani jak VIPy, udało nam się przejść przez kontrolę bezpieczeństwa i na 5 minut przed boardingiem zasiedliśmy przy bramce do naszego samolotu.

Lot do Berlina był opóźniony – Chińczycy zachowywali się na pokładzie jak dzieci we mgle – szukali swoich miejsc jakby korytarze samolotu były co najmniej labiryntem dla Minotaura. Później zanim się usadowili na swoich miejscach, musieli jeszcze wykonać 10 rozmów telefonicznych, pójść do kibla, zjeść noodle instant i pomedytować. Na szczęście samolot nie był zapchany na full i mogliśmy trochę pokimać na wolnych siedzeniach.

Po dotarciu do Berlina przeżyliśmy pierwszy szok – ale to już? Wróciliśmy do cywilizacji? Tylu białasów nie widzieliśmy od dawna :) . Kolejne zaskoczenie, tym razem mniej miłe, czekało na nas przy odbiorze bagażu – Kasi plecak nie doleciał. Poszliśmy więc niezwłocznie zgłosić ten fakt. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – Kasia nie musiała przynajmniej tachać swojego ciężkiego plecora. Na przyszłość można by wręcz prosić o to, żeby bagaż nie doleciał na czas. Po 2 dniach zostanie dosłany kurierem pod drzwi :P

Następnie kupiliśmy bilety na komunikację miejską i pojechaliśmy autobusem oraz metrem do stacji autobusowej ZOB, której odjeżdżał autobus Simple Express. Jeśli chodzi o nasze wrażenia z podróży, to oprócz tego, że było trochę zimno (klima działała na maksa, więc warto wziąć ze sobą coś ciepłego na czas przejazdu), nie mieliśmy żadnych zastrzeżeń. Wygodne fotele, miły kierowca, który pomógł załadować i wyładować bagaż. Ponieważ byliśmy bardzo zmęczeni, nasze testy tabletu, wmontowanego w siedzenie, ograniczyły się do przeglądania trasy podróży, która była bardzo dokładna.

Śledzenie trasy autobusu na ekranie tabletu działało doskonale

Z ciekawych rzeczy widziałem jeszcze gniazdko elektryczne – przyda się, jeśli ktoś chce korzystać z własnego komputera czy telefonu (a smartphone’y są bardzo energożerne). Ponieważ nie było dużo pasażerów, położyłem się na ostatnich pięciu siedzeniach i przespałem praktycznie całą drogę. Na dworcu autobusowym w Poznaniu, byliśmy 15 minut przed planowanym czasem dojazdu.

About Krzysztof Benedykciński

Entuzjasta technologii internetowych, bloger, wspinacz. Pomimo powrotu do Polski, cały czas stara się zrozumieć chińską mentalność, pisząc swoją debiutancką książkę o życiu białasa w Państwie Środka.

, ,

  • Jendrass

    Nareszcie tej ! :)

    • http://gapyearinkunming.pl/ Krzysztof Benedykciński

      No nie, tej? :)

  • http://gapyearinkunming.pl/ Krzysztof Benedykciński

    :)

  • kasia

    o nie…co ja teraz biedna będę czytać…nie chcecie wybrać się gdzieś jeszcze?

    • http://gapyearinkunming.pl/ Krzysztof Benedykciński

      Bardzo chętnie, tylko musimy znaleźć na to środki :) Ale nie martw się, w przygotowaniu książka/e-book :)

    • http://gapyearinkunming.pl/ Krzysztof Benedykciński

      Jak będziesz miała ochotę przeczytać poszerzoną wersją bloga, to zapraszam do zapisania się do powiadamiacza o książce na http://ksiazkaochinach.pl :)