Różnice kulturowe cz. 16 – poczuj się jak gwiazda, czyli karaoke w Chinach

Przez ostatnie kilka dni w Kunmingu spotykaliśmy się z Polką, Moniką, która podróżuje po Azji. Znalazła nas na w sieci, nawiązaliśmy kontakt i w zeszły weekend byliśmy razem na Xi Shanie (Western Hill), górze, z którą związany jest przesąd o parach (jak na razie jeszcze się nie rozstaliśmy :P ). Monika trochę pomieszkiwała u Chinki, Vicky, którą znalazła przez Couch Surfing.

Czy to hotel? Centrum handlowe? Nie, to wejście do KTV, czyli centrum karaoke :)

Wczoraj Vicky zaprosiła nas na karaoke – zarezerwowała pokój do śpiewania dla swojego syna z okazji dnia dziecka. Dostaliśmy adres – dostaliśmy kilka SMSów z instrukcjami, żeby adres podać kierowcy taksówki (uwielbiam to, że Chińczycy traktują nas jak jeleni, którzy nie potrafią odnaleźć się w mieście – nie jesteśmy nieporadnymi Chińczykami, damy sobie radę, heloooł! :) ). Znalazłem miejsce na mapie, dojazd (oczywiście komunikacją miejską, nie jesteśmy jeleniami!), jedziemy. Po opuszczeniu autobusu nie mamy problemu ze znalezieniem budynku – jest to duży kilkupiętrowy budynek, z którego bije łuna neonów. – Jezu, znów nas zabiera do jakiegoś turbo-luksusu – uśmiechając się do siebie z Moniką, przypominając sobie poprzednią wizytę w herbaciarni znajomego Vicky, w której zaparzenie dzbanka herbaty kosztuje… 1000 yuanów (500 zł). A to była najtańsza opcja…

Wchodzimy do holu głównego. Przy długiej hotelowa ladzie stoi z tuzin obsługujących, ubranych w garnitury i garsonki z logo Windsor KTV. Witają skinieniem gości. Pod oknem stoi skórzana sofa, na której siedzi już lekko podpity gość. Mam wrażenie, że mój strój tutaj nie pasuje – sandały, jeansy, koszulka Angry Birds oraz plecak. Nikt jednak nie zwraca na nas uwagi. Wchodzimy na ruchome schody, na których szczycie stoi równie elegancko ubrana dziewczyna z iPadem w dłoni i słuchawką w uchu (tak, żeby miała kontakt z bazą :P ). Pyta nas w czym może nam pomóc. Odpowiadamy, że idziemy do znajomych do pokoju 316. Dziewczyna sprawdza na ekranie tabletu czy rzeczywiście ktoś jest w tym pokoju, po czym prowadzi nas do niego.

Tak wyglądał hol główny owego przybytku

Idąc wąskim korytarzem, mijamy kilkanaście drzwi z małymi przeszkleniami. Rzucam krótkie spojrzenia do środka. Gromady rozentuzjazmowanych Chińczyków, siedzą na wygodnych, szerokich kanapach. Kilka osób stoi i z wyraźną satysfakcją dzierży w dłoni mikrofon. Wszyscy są odstrzeleni jak stróż w Boże Ciało – faceci w marynarkach i koszulach, babki w kusych kieckach i szpilkach. Na stołach stoją wielkie patery w kształcie piramidy, wypełnione po brzegi owocami, a zaraz obok las małych butelek Heinekena (a nie jakiegoś tam Snowa!). Tak właśnie bawią się młodzi bogaci Chińczycy…

No i jedziemy z Lionelem :)

Wchodzimy do naszego pokoju, Vicky przerywa śpiew i wita się z nami. Przedstawia nam swoją koleżankę, która również jest ze swoim synkiem. Wizyta w KTV jest prezentem dla ich dzieci na dzień dziecka. A przy okazji dla nich samych, bo Chińczycy wyglądają i zachowują się jakby mieli 10 lat mniej. Siadamy na kanapie, Vicky prosi nas o wybór piosenki – Yyyy… a coś z repertuaru Metalliki jest? – pytam, po czym Vicky wynajduje jakieś zagraniczne piosenki. Śpiewa głównie ona, zna większość tekstów Shakiry, Celine Dion i innych znanych kawałków. Później przerzucają się na chińskie melodie. Rozpoznaję kilka z nich – te same kawałki lecą w kółko w autobusach, w knajpach czy w reklamach. Większość teledysków przedstawia skąpo ubrane dziewczyny tańczące w rytm muzyki.

Pijemy kolejne browary, a dzieciaki z nudów grają na iPhonie Vicky. Muzyka gra tak głośno, że rano jestem lekko przygłuchawy. – To chyba średnio wychowawcze – mówię do Moniki. Ta potwierdza skinieniem głowy. Wychodzę do kibelka, gdzie nie wierzę własnym oczom i nosowi – nie śmierdzi, wszędzie czysto, a pan klozetowy ubrany jest w schludny strój roboczy i podnosi niewidzialne dla mnie papierki. Inny świat.

Chiny nie są odosobnionym przypadkiem, gdzie karaoke jest bardzo popularnym sposobem na spędzanie wolne czasu i pieniędzy. Podczas naszej wyprawy do Wietnamu w wielu miejscach spotkaliśmy się z karaoke. Jednak jego wietnamska wersja było nieco uboższa od Chińskiego – grupa znajomych siedziała na maleńkich zydelkach, śmiejąc się i wturując śpiewem soliście, który stał naprzeciwko dużego telewizora z mikrofonem w ręku.

Skąd tego typu rozrywka? Dlaczego karaoke, które w Europie nie wzbudza żadnych emocji, w Azji jest obowiązkowym punktem w chińskim programie kulturalno-rozrywkowym? Po pierwsze dlatego, iż daje pewne poczucie prywatności – płacisz niemałą kasę, za to, żeby dostać pokój tylko dla siebie i swoich znajomych, odseparowanych od świata zewnętrznego, problemów i codzienności. Po drugie pozwala na wyróżnienie się z tłumu, choć na chwilę.

Karaoke jest formą wyzwolenia z kolektywu, próbą wyrażenia indywidualności przez człowieka niepewnego swej wartości, zdominowanego przez zbiorowość, szukającego łatwego samopotwierdzenia. Miliony powtarzają cudze przeboje, nikt nie śpiewa piosenek oryginalnych. W ten sposób nikt nie ryzykuje, że komuś nie spodoba się piosenka, że ktoś jej nie zrozumie. Gdy się pomylisz, zapomnisz słów, słuchacze zawsze dośpiewają za ciebie.

Czekam na swojego pana aż skończy śpiewać…

Źródło cytatu: Włodzimierz Kalicki “Dostać twarz w Fuzhou”

About Krzysztof Benedykciński

Entuzjasta technologii internetowych, bloger, wspinacz. Pomimo powrotu do Polski, cały czas stara się zrozumieć chińską mentalność, pisząc swoją debiutancką książkę o życiu białasa w Państwie Środka.

, ,