Wspomnienia z Laosu – Luang Nam Tha

Po bezproblemowym dojeździe nocnym autobusem z Kunmingu do granicy i przekroczeniu jej, wylądowaliśmy w Luang Nam Tha. Miejscowość znana jest z wodospadu i stupy, która została zniszczona podczas bombardowań w czasie Drugiej Wojny Indochińskiej, a obok niej wybudowano nową. Atrakcją jest też nieduży, ale urokliwy wodospad. Postanowiliśmy odwiedzić oba te miejsca.

Dzień pierwszy – stupa

Zaraz po wyjściu z dworca znaleźliśmy bardzo przytulną miejscówkę do spania – hostel w stylu laotańskim (przynajmniej tak głosił napis przed wejściem). 50.000 kipów za noc (5 euro) to w Laosie standard za dwójkę z toaletą na korytarzu. Trochę pokręciliśmy się po okolicy, po czym niezwłocznie wypożyczyliśmy rowery – miejskie za 20.000 kipów za dzień, dostaliśmy również mapkę okolicy, którą można pobrać na końcu wpisu. Poszliśmy również wymienić kasę. Najlepszy kurs miał bank BCEL – za 1 euro dostaliśmy ok 10.300 kipów. Ponadto zaskoczyła nas bardzo wyluzowana atmosfera panująca w banku. Kasjerka nie siedziała za grubą szybą oddzielającą ją od klienta (jak to ma miejsce w chińskich bankach), a ponadto była… bosa. W Laosie bowiem wchodząc do czyjegoś domu powinno zdjąć się buty. Częstym widokiem są również ludzie chodzący boso po ulicach.

Jadąc zobaczyć stupę, otoczeni byliśmy takowymi widokami

Ponieważ pierwszego dnia nie mieliśmy za dużo czasu, postanowiliśmy dojechać do oddalonej o ok 4 km stupy. Dojazd jest bardzo prosty i nie mieliśmy żadnych problemów. Chcieliśmy skoczyć jeszcze do oddalonych o kolejne kilka km wiosek, ale droga okazała się zbyt stroma dla naszych miejskich wierzchowców. Wróciliśmy zatem do miasteczka, zjedliśmy kolację i szybko zasnęliśmy.

Dzień drugi – wodospad

Drugiego dnia wybraliśmy się nad wodospad. Również rowerami. Droga prosta jak konstrukcja cepa – wszystko ładnie widoczne na mapce. Po przejechaniu polnymi ścieżkami między wioskami, wjeżdża się na asfaltową drogę. Z niej następnie zjeżdża się na szutrówkę w dobrze oznaczonym miejscu.

Przejeżdżając przez wioski, trzeba pokonać taki oto mostek :)

Po dojechaniu na miejsce czeka nas oczywiście obowiązkowy zakup biletu za wstęp do wodospadu (2000 kipów) oraz parking rowerowy (1000 kipów). Prawdopodobnie dlatego, iż nasz pobyt w Laosie przypadł na początek pory deszczowej, wodospad nie był niewiarygodnie imponujący, jednak w jego okolicy powstały liczne niecki, w których można się kąpać. A woda była bardzo do tego zachęcająca.

Nie ma to jak ochłoda pod wodospadem :)

W czasie powrotu uświadczyliśmy laotańskiej życzliwości – zostaliśmy poczęstowani zimnym piwkiem przez przypadkowo spotkanych ludzi. Ponieważ było strasznie gorąco, a pot lał się z nas strumieniami, zimne Beerlao było doskonałym prezentem od lokalsów.

Oto i rzeczone darmowe Beerlao :)

Wieczorem natomiast spożyliśmy kolację na night markecie, na którym zafundowaliśmy sobie atrakcję Laosu – sałatkę z papai z grillowanym kurczakiem oraz sajgonkami. Nocne markety z jedzeniem to to, za co Azję lubimy najbardziej :)

 Więcej zdjęć w galerii z Luang Nam Tha

Do pobrania:

pobierz mapę rowerową Luang Nam Tha

About Krzysztof Benedykciński

Entuzjasta technologii internetowych, bloger, wspinacz. Pomimo powrotu do Polski, cały czas stara się zrozumieć chińską mentalność, pisząc swoją debiutancką książkę o życiu białasa w Państwie Środka.

, , , ,

  • http://www.facebook.com/marcin.j.fejfer Marcin Fejfer

    To ja poproszę o zdjęcia: waluty (kipów), sałatki oraz Beerlao :)

    • http://gapyearinkunming.pl/ Krzysztof Benedykciński

      Zdjęć waluty i beerlao nie mamy, ale możesz sobie wygooglować, a sałatkę znajdziesz tutaj: http://goo.gl/bw0rX (blog Polaków, których spotkaliśmy w Wietnamie)