Różnice kulturowe cz. 15 – charczący naród, czyli dlaczego chińczycy spluwają

Plują wszyscy, jak jeden mąż – starzy, młodzi, kobiety, mężczyźni, chłopi, robotnicy, urzędnicy, nauczyciele. Robią to głośno (mam wrażenie, że im ktoś starszy, tym głośniej charka), energicznie i bez cienia wstydu. Co skłania Chińczyków do tego, żeby tak ostentacyjnie spluwać przez całe życie? Dlaczego Chińczycy spluwają? Zastanawialiśmy się z Kasią kiedyś nad tym:

- Może dlatego, że maja takie płaskie nosy?
- Ale jaka niby miałaby być zależność?
- No może przez taką a nie inną budowę laryngologiczną zbiera im się więcej tych wszystkich płynów?

Nasza teoria runęła jednak w gruzach, gdy późną jesienią, ja długonosy, zacząłem też mieć problemy z gardłem i nosem. Czułem jakbym cały czas miał tam gdzieś kluchę. - Zmieniasz się w Chinola? – śmiała się ze mnie Kasia. Mnie jednak wcale nie było do śmiechu. Co chwila musiałem odcharkiwać to, co zalegało mi w drogach oddechowych. – To może dieta?

Na rozwiązanie tej zagadki natknąłem się czytając reportaże Włodzimierza Kalickiego. Otóż opisuje on sytuację, w której będąc w Chinach odwiedził europejskiego lekarza. Dziennikarz miał problemy z oskrzelami. Lekarz zapytał go:

A czemu pan nie pluje? Trzeba pluć. Tu trzeba charczeć i pluć! Niech pan spojrzy na starych Chińczyków. Charczą tak długo zanim zaczną się dusić z braku powietrza, potrafią oczyścić z wydzieliny najdalsze zakątki płuc. Młodzi już tak nie potrafią, stara, klasyczna chińska sztuka plucia ginie w narodzie.

Bo bez plucia, opowiadał dalej doktor, Chińczycy w północnej części kraju powymieraliby na choroby płuc i oskrzeli. Od tysięcy lat silne, zimne wiatry nawiewają na północne Chiny znad pustkowi Mongolii lessowy pył. Między Żółtą Rzeką a miastem Xi’an, starą cesarską stolicą, grubość lessowych ziem nawianych z północy w okresie lodowcowym, dochodzi do stu metrów. Zimne, północne wiatry wieją dziś tak samo, jak przed tysiącami lat.

W miastach i na wsi dniem i nocą unosi się mgiełka pyłu. Najpierw wydawało mi się, że to kurz nieszkodliwy, niewarty uwagi. Lessowy pył jest jednak szczególnie zjadliwy, podrażnia płuca, zatyka oskrzela, wysusza śluzówki. Trzeba oczyszczać drogi oddechowe. Obroną przed wszechobecnym lessowym pyłem jest też obyczaj nieustannego popijania wody przez Chińczyków, obyczaj, który długo wydawał mi się manią. Trzeba popijać, by nie wyschły śluzówki. To dlatego w restauracjach kelnerki, zanim jeszcze zamówi się cokolwiek, nie pytając nalewają wszystkim gościom słabą herbatę. To dlatego wielu Chińczyków w miastach, a na wsi niemal każdy, zawsze ma przy sobie coś w rodzaju podłużnego słoiczka z wodą i co chwila popija dwa, trzy łyki.

Teoria ta wydaje się dość sensowna. Kunming jest strasznie zapylony, a do tego powietrze jest bardzo suche, rzadko padają deszcze. Dodatkowo naprzeciwko swojego mieszkania mamy wielki teren rozbiórkowy, a idąc wieczorem podświetloną przez samochodowe reflektory ulicą, widać tumany kurzu i pyłu unoszącego się w powietrzu. Ja prawie cały czas coś piję, ale i tak mi to nic nie pomaga. A do spluwania się nie przemogę, nie ma bata…

Oczywiście jak wspominał cytowany powyżej lekarz, dziś młodzi Chińczycy już tyle nie spluwają, a jeśli nawet to robią, to starają się z tym nie obnosić lub odpluwać plwocinę w chusteczkę. Ba, przed olimpiadą w Pekinie w 2008 r. lokalny rząd przeprowadził nawet wielką kampanię wychowawczą. Zaangażowano setki wolontariuszy, którzy rozdawali ulotki w jaki sposób należy się zachowywać, aby nie urazić zagranicznych gości. W pakiecie informacyjnym dołączane były też chusteczki, w które mieszkańcy 16-milionowego Pekinu mieli spluwać. Czy jednak krótkoterminowe kampanie mogą coś zmienić w zakorzenionej “tradycji” oczyszczania swoich dróg oddechowych? Szczerze w to wątpię…

About Krzysztof Benedykciński

Entuzjasta technologii internetowych, bloger, wspinacz. Pomimo powrotu do Polski, cały czas stara się zrozumieć chińską mentalność, pisząc swoją debiutancką książkę o życiu białasa w Państwie Środka.

, , , ,