Narty po chińsku

Jedna z nauczycielek zaproponowała nam dość osobliwą aktywność weekendową – wyjazd na narty. Kunming, owszem, jest otoczony górami, jednak śniegu nie widuje się tu nawet zimą. Zaczęłam dociekać i oto okazało się, że w chińskim pojęciu śnieg nie jest wcale warunkiem koniecznym. Można bowiem zjeżdżać… na trawie!

Kierując się ciekawością oczywiście chętnie przyjęliśmy propozycję wyjazdu. W duchu zastanawialiśmy się jednak, czym nas Chińczycy zaskoczą tym razem. Czy będzie to sztuczna trawa, jak będą wyglądały narty do takich nietypowych zjazdów – wątpliwości było całkiem sporo.

Dojechaliśmy do Huacaochang i oto co ujrzeliśmy:

Większość "narciarzy" wypoczywa pod drzewem

Wdzialiśmy buty narciarskie, narty (ok. metra długości, z gąsienicą jak w czołgu), kto chciał brał też kask i przeróżne ochraniacze. No to dawaj! Teraz trzeba w tym całym osprzęcie i temperaturze sięgającej 30 stopni wleźć na najwyższą część stoku. Zasapani i cali zapoceni dotarliśmy – czas na zjazd! Mimo odpychania się kijami, jazdy “na krechę” niestety nie dało się rozwinąć znacznych prędkości. Może to i dobrze, bo Chińczycy wykazywali daleko idącą nieporadność ;)

Julia i Denis sposobią się do podejścia

Krzychu zjeżdża po trawie

Z górki na pazurki!

Z Krzychem oczywiście podpadliśmy też obsłudze – zaproponowałam, żebyśmy przenieśli się na stok o większym nachyleniu. Zaczęliśmy tam testować możliwości nart. Niestety, nie trwało to zbyt długo – za nami podążyła obsługa oznajmiając nam, że tu jest niebezpiecznie, stromo i nie wiadomo co jeszcze, więc zjeżdżanie jest absolutnie zakazane!

Więcej zdjęć z narciarskiego szaleństwa jak zwykle w galerii

About kasia

Absolwentka sinologii, podróżniczka, miłośniczka gór i eksperymentów kulinarnych, biegaczka. Odpowiada za planowanie i logistykę naszych wojaży, służy również swoimi umiejętnościami translatorskimi.

, , ,