Jeden wielki facepalm, czyli w jaki sposób Chińczycy skutecznie zdemotywują do nauki chińskiego

Czasami, kiedy staram się dogadać z Chińczykami dopada mnie myśl: “Jezu, czy to naprawdę z moimi podstawami chińskiego jest tak źle, czy to druga strona w ogóle nie ma ochoty i siły ruszyć głową i spróbować domyślić się, o co mi chodzi?” Coraz częściej jednak myślę, że nawet z moim chińskim, można by się trochę wysilić i spróbować zrozumieć rozmówcę.

Idziemy kiedyś z Denisem po pieczoną kaczkę. Denis prosi o to, żeby nie dodawali nic ostrego. Można to wyrazić dosłownie w 4 sylabach – “bu yao la de”. Denis oczywiście będąc uprzejmym używa nieco bardziej skomplikowanej konstrukcji. Obsługująca go kobieta patrzy na niego tępym wzrokiem i dorzuca “yyy?” Denis powtarza swoją prośbę, głośniej i wyraźniej. Tym razem sprzedawczyni nawet nie zwraca na niego uwagi. Denis wykonuje gest podobny do przedstawionego na powyższym obrazku, po czym grzecznie i z półuśmiechem płaci za kaczkę.

Z tego typu zachowaniem spotykam się niemal codziennie. Nie ma dnia, w którym Chińczycy albo by się nie śmiali z mojego chińskiego, albo robili wytrzeszcz oznajmiający “o co ci gościu chodzi?”. Kiedyś opisywałem już angielski w wykonaniu Chińczyków. Pomimo tego, że daleko im do perfekcji, zawsze staram się domyśleć, o co chodzi, nie śmiać się i nie poprawiać błędów za wszelką cenę. W zamian oczekiwałbym tego samego, a przynajmniej tego, że ktoś mi nie parsknie śmiechem w twarz. Tak to już niestety z nimi jest – z jednej strony po jednym zdaniu wychwalą Twój chiński pod niebiosa, z drugiej nie potrafią wczuć się w drugą osobę, zachęcić do rozmowy, zrozumieć bez robienia głupiej miny i szukania pomocy wśród wszystkich naokoło.

Dlatego wszystkich sinologom, pasjonatom i miłośnikom chińskiego składam wyrazy szacunku, a jednocześnie jednoczę się w bólu. I zastanawiam się, co Was wszystkich skłoniło do nauki tego języka…

About Krzysztof Benedykciński

Entuzjasta technologii internetowych, bloger, wspinacz. Pomimo powrotu do Polski, cały czas stara się zrozumieć chińską mentalność, pisząc swoją debiutancką książkę o życiu białasa w Państwie Środka.

, , ,

  • Joanna Sobecka

    Ja czytałam gdzieś, że nawet samym chińczykom ciężko jest się ze sobą dogadać.A już na pewno jeśli pochodzą z innych prowincji :) Prawda to?

    • http://gapyearinkunming.pl/ Krzysztof Benedykciński

      Czasami rzeczywiście mogą mieć problem, szczególnie jeśli pochodzą z dwóch miejscowości, które mówią zupełnie innymi dialektami. Ale “krzaki” – chińskie pismo jest wszędzie takie samo, więc zawsze mogą sobie pisać :-)