Święta, święta i po świętach

Jak to mawia moja babcia “święta, święta i po świętach”. W naszym przypadku mogliśmy tak powiedzieć już wczoraj. Dziś bowiem czekały na nas już codzienne obowiązki – uczelnia, nauka angielskiego, pisanie bloga :P Jak spędziliśmy naszą świąteczną niedzielę?

Zostaliśmy zaproszeni do naszej koleżanki Martyny na świąteczne śniadanie. Kasia odstawiła się w spódniczkę i buty na obcasie (tak, te same, które Paweł przywiózł nam do Wietnamu, a które Kasia potem woziła cały czas w delcie Mekongu), jednak już po 2 minutach od wyjścia z autobusu rozpadało się niemiłosiernie. Dobrze, że mieliśmy przy sobie duży plecak a w nim pokrowiec przeciwdeszczowy, który nieśliśmy na swoich głowach. Wyglądaliśmy na pewno komicznie – jak chodzący grzybek :)

Po przyjściu do mieszkania Martyny, prace w kuchni trwały w najlepsze – ziomale kroili sałatkę, podgrzewali kaczkę, smażyli jajka. W całym mieszkaniu pachniało pysznym jedzeniem. Dodaliśmy jeszcze od siebie szynkę z puszki (Polish ham!) oraz mazurka. Nie zabrakło również malowania jajek – pisaki poszły w ruch, efekty poniżej.

Siedzą i ozdabiają jaja

A oto nasze (po)twory :)

Koło 11 wszyscy się zebrali i zasiedli do wspólnego posiłku. Ale była wyżerka! Po konkretach przyszedł czas na słodkie. Chłopaki stanęli na wysokości zadania i zdobyli sernik. Jak na chińskie warunki, to naprawdę był pyszny. Potem dostaliśmy jeszcze świetną kawkę, zaparzoną w kawiarce, podaną ze spienionym mlekiem! No po prostu rozpusta!

Suto zastawiony stół jajeczno-owocowy

Ekipa (prawie) w komplecie - brakuje tylko piszącego te słowa :)

Dzięki wielkie wszystkim za miłą atmosferę, a Pani Gospodarz za gościnę, udostępnione miejsce, pyszne jedzenie i jak zwykle szeroki uśmiech na twarzy :)

Więcej zdjęć jak zwykle w galerii

 

About Krzysztof Benedykciński

Entuzjasta technologii internetowych, bloger, wspinacz. Pomimo powrotu do Polski, cały czas stara się zrozumieć chińską mentalność, pisząc swoją debiutancką książkę o życiu białasa w Państwie Środka.

, , , , ,