Różnice kulturowe cz. 11 – czy Chińczycy są molami książkowymi?

Ostatnio pomagałem koleżance w pewnym przedsięwzięciem dotyczącym czytelnictwa książek na świecie. Przeprowadziłem kilka rozmów ze znajomymi Chińczykami (jakby podeszło się do nieznajomego Chińczyka na ulicy, to wątpię, żeby w ogóle chciał rozmawiać z białasem, przestraszyłby się i uciekł :P ) na temat tego jakie książki czytają Chińczycy, czy czyta się dużo, gdzie się czyta i w jakiej formie. Ponieważ trochę już poznałem zwyczaje i sposób myślenia naszych skośnookich znajomych, łatwo domyśliłem się, że odpowiedzi na te pytania będą bardzo dyplomatyczne, żeby nie powiedzieć, że tendencyjne. Nie zawiodłem się jedynie na Tanny, mojej chińskiej przyjaciółce, o której już kilkakrotnie wspominałem na blogu.

Tanny podesłała mi również to zdjęcie, przedstawiające księgarnię, w której książki sprzedawane były... na wagę.

Otóż z jej wypowiedzi wynika, iż:

  • Chińczycy generalnie nie są molami książkowymi, czyta się raczej mało, a jeśli już się czyta to są to albo romansidła, albo obowiązkowe lektury akademickie, albo książki typu “Jak zdobyć milion juanów”,
  • w Chinach nie czyta się w miejscach publicznych – stwierdziła, że po prostu Chińczycy tego nie robią; dodała, że jeśli czytałaby w autobusie, to inni mogliby wziąć ją za jakąś uczoną albo dziwną:P,
  • jeśli chodzi o formę, to coraz częściej Chińczycy czytają e-booki, ale nie na e-czytnikach (jeszcze nigdy nikogo nie widziałem z takowym), ale raczej na telefonie, tablecie czy komputerze; oczywiście e-booki w Chinach się kupuje :P ,
  • pomimo tego, iż literatura chińska jest bogata oraz istnieje kanon książek typu “must read”, to rzadko który Chińczyk przeczytał je wszystkie.

Faktem jest, że w uczelnianej bibliotece zawsze jest pełno ludzi. Jednak czytają oni tylko i wyłącznie pozycje obowiązkowe do egzaminów lub poradniki, po przeczytaniu których życie Chińczyka ma stać się lepsze, zacznie odnosić same sukcesy a kasa będzie mu spadać, niczym manna, z nieba (zawsze jakoś sceptycznie podchodziłem do tego typu książek).

Z czego wynika taki stan rzeczy? Po części z tego, iż Chińczycy od najmłodszych lat uczestniczą w wyścigu szczurów. Wymaga się od nich coraz więcej, a system edukacyjny, nakazuje wykuwać wszystko na przysłowiową blachę. W związku z tym, po zajęciach, które trwają często do późnych godzin wieczornych, nie ma się już czasu na czytanie czegoś dla siebie. No dobrze, dobrze, ale przecież jest weekend, święta i wakacje. A no w tym czasie można przecież zrobić 1000 innych rzeczy. Niekoniecznie czytać książki.

About Krzysztof Benedykciński

Entuzjasta technologii internetowych, bloger, wspinacz. Pomimo powrotu do Polski, cały czas stara się zrozumieć chińską mentalność, pisząc swoją debiutancką książkę o życiu białasa w Państwie Środka.

, , , ,

  • Mateusz

    hmm ja slyszalem, ze chinski jezyk literacki jest dosc trudny (w sensie duzo bardzej niz np.polski), przez co czytanie literatury pieknej moze byc wymagajace… ale nie mam pojecia na ile jest to prawda… wiesz cos o tym?

    • Krzysztof Benedykciński

      Prawda, natomiast nie wierzę, że nie ma współczesnych przekładów na normalny, ludzki język. Kasia mówi, że nawet są przekłady dla dzieci.