Relacja z Wietnamu cz. 13 – Hoi An, czyli w mieście krawców

Po Mui Ne skierowaliśmy się ponownie do dawnego Wietnamu Północnego. Ostatnim przystankiem przed ponownym zawitaniem w “gołębniku” w Hanoi było odwiedzenie wpisanego na listę zabytków UNESCO, czyli Hoi An.

Miasteczko, mimo, że jest popularnym celem turystów w Wietnamie, nadal zachowało swój klimat. Centrum miasta to przede wszystkim małe kamieniczki pomalowane na żółty kolor. Widać też wpływy południowochińskie i japońskie. Parter domów zamienione są zwykle na sklepy z pamiątkami, lokalne knajpki lub… zakłady krawieckie. Jest ich tu całe mnóstwo, na każdej uliczce wokół sklepu poustawiane są manekiny z przykładowymi kreacjami. Można zamówić dowolny strój: suknię balową, żakiet, elegancką koszulę. W przeszłości Hoi An było portem gdzie przeładowywano tkaniny, to tradycja miasta sięgająca I tysiąclecia p.n.e.

Charakterystyczne dla Hoi An żółte kamieniczki

Wkrótce i ja daję się skusić i przymierzam sukienkę. Jest za duża, ale pani proponuje, że może pobrać miarę i w ciągu 24 godzin uszyć identyczną, na wymiar. Cena jest korzystna, daję się namówić! Szycie sukienki rzeczywiście przebiegło bardzo sprawnie. Wieczorem odbyła się pierwsza przymiarka i korekty, a następnego dnia sukienka faktycznie była gotowa.

Proces ściągania miary z Kachola :)

W międzyczasie my “łapaliśmy klimat” miasteczka, przechadzaliśmy się po malowniczych uliczkach. Skorzystaliśmy także z biletu, który w ciągu 24 godzin uprawnia do odwiedzenia 5 atrakcji w mieście. Bilet wydał nam się dobrym rozwiązaniem – obejrzeliśmy trochę starożytnych porcelanowych “skorup”, wielowiekowy tradycyjny dom, południowochińską świątynię itp.

Z Hoi An związana jest też historia Polaka, Kazimierza Kwiatkowskiego, który w latach 90 uchronił zabytkowe centrum przed wyburzeniem.

Na niektórych budynkach widać było nadal skutki powodzi, które zdarzają się w tym rejonie kilka razy w ciągu dekady

 

W Hoi An spotkaliśmy też bardzo sympatycznego mieszkańca Fidżi – Satru, który obecnie studiuje w Nankinie. Opowiadał nam jakie to przygody przeżywa w Chinach ze względu na kolor swojego paszportu. Populacja Fidżi to zaledwie 850tys. osób, dlatego nikt w Chinach nie widział jaskrawo niebieskiego paszportu – urzędnicy zwykle odnoszą się do niego z wielką podejrzliwością ;)

Miłe pogawędki z Satru przy lokalnym piwie

Więcej zdjęć znajdziecie jak zwykle w galerii

About kasia

Absolwentka sinologii, podróżniczka, miłośniczka gór i eksperymentów kulinarnych, biegaczka. Odpowiada za planowanie i logistykę naszych wojaży, służy również swoimi umiejętnościami translatorskimi.

, , ,