Relacja z Wietnamu cz. 11 – tunele Cu Chi

Po powrocie do Sajgonu nie zabawiliśmy w nim za długo – po spędzeniu nocy, spakowaliśmy plecaki i od razu wyruszyliśmy dalej. Jednak zanim wsiedliśmy do dalekobieżnego autobusu jadącego do Mui Ne, pojechaliśmy zwiedzić tunele Cu Chi (czyt. gu czi). Był to system militarnych tuneli Viet Congu, w których ukrywali się żołnierze tejże formacji wojskowej podczas wojny z Amerykanami. Znajdują się one na południu Wietnamu, niedaleko Sajgonu.

Kiedy wsiedliśmy do busika jadącego do tuneli, serdecznie powitał nas przewodnik. Był to starszy Wietnamczyk, który dobrze mówił po angielsku a jego wiedza na temat wojny była imponująca. Oprócz historii związanych z wojną, śpiewał też piosenki armii wietnamskiej, które zagrzewały żołnierzy do walki. Zanim wyjechaliśmy z miasta udaliśmy się do fabryki przedmiotów artystycznych, w której pracowali ludzie, których dotknęły skutki wojny (można ją porównać do zakładów pracy chronionej w Polsce). O ile normalnie nie lubimy, kiedy na siłę zabiera się nas do wszelkiego rodzaju sklepów, bazarów i innych tego typu komercyjnych miejsc, to wizyta w tej manufakturze była ciekawym doświadczeniem.

Jak zwykle musiałem wtrącić swoje 3 gorsze :) Gdyby nie to, że jechaliśmy do tuneli, zostałbym pewnie w tej manufakturze cały dzień.

W miejscu tym produkowane były głównie obrazy (mozaiki?) ze skorup jaj oraz sproszkowanych muszli. Na każdym stanowisku robi się coś innego – przygotowuje się podłoże, wykonuje schemat rysunku, nakłada kawałki skorup, uzupełnia się rysunek piaskiem muszlowym, lakieruje itd. Efekty pracy były naprawdę niesamowite. Tego rodzaju sztuka dużo bardziej przypadła mi do gustu niż chińskie malowidła. Miała w sobie coś urzekającego.

Po przyjechaniu do tuneli zasiedliśmy w małej salce audiowizualnej. Nasz przewodnik opowiedział nieco więcej o tunelach. Generalnie Wietnamczycy zbudowali coś na kształt podziemnego miasta – system tuneli był bardzo rozbudowany, a ponieważ żołnierze spędzali w nich nieraz długie tygodnie, znajdowały się w nim również pomieszczenia takie jak kuchnie, zbrojownie czy sypialnie. Wejścia do tuneli były tak zamaskowane, że za nic nie dało się ich znaleźć bez znajomości okolicznej topografii. Stąd Amerykanom pozostało jedynie bombardowanie terenów, pod którymi znajdowały się tunele. Stworzyli oni nawet specjalne bomby, które zrzucone z samolotów najpierw wwiercały się w ziemię, a dopiero potem eksplodowały.

Ponieważ we wczesnej fazie walk żołnierze Viet Congu nie byli wystarczająco dozbrojeni (dopiero w późniejszym czasie otrzymali pomoc od Związku Radzieckiego, w zamian za co prawdopodobnie Rosjanie nie potrzebują wizy na turystyczny pobyt we Wietnamie), tworzyli pułapki na Amerykanów. Były to bardzo zmyślnie zamaskowane zapadnie, w których czaiły się pułaki w postaci bambusowych lub stalowych kolców. Celem nie było zabicie wroga, a jedynie zranienie go na tyle poważnie, żeby nie był w stanie dalej kontynuować działań zbrojnych. Pozostawiona w pułapce broń była przechwytywana przez Viet Cong.

Pomimo, iż tunele zostały poszerzone dla turystów, to nadal przejście 200 metrowego odcinka wiąże się z klaustrofobicznymi myślami “kiedy w końcu będzie koniec”. Z tunelu wychodzi się z wyraźnym uczuciem ulgi.

Podczas zwiedzania tuneli nasz przewodnik dokładnie porównywał taktykę armii amerykańskiej i południowo-wietnamskiej. Doskonale wyposażeni Amerykanie nie szczędzili kul i pocisków. Za to ubodzy w sprzęt wojskowy Wietnamczycy kopali “lisie nory”, w których nasłuchiwali, co dzieje się na powierzchni. Kiedy grad kuli ustawał, ci wychodzili z jamy i pojedynczymi strzałami eliminowali wroga, po czym znów chowali się w norach.

No i jak tu znaleźć wejście do takiej lisiej nory?

Jedna z pułapek zastawionych na amerykańskich żołnierzy…

Już od patrzenia na te “wynalazki” włos się jeży…

Ponadto jak można się przekonać w doskonałym filmie Good Morning Vietnam, Amerykanie we Wietnamie mieli ze sobą po prostu wszystko, od papierosów poprzez puszki z jedzeniem, na własnej rozgłośni radiowej kończąc. Wietnamczycy skrzętnie zbierali wszystkie śmieci pozostawiane przez Amerykanów i robili z nich… pułapki, które zostawiali w dżungli. Nieświadomi zagrożenia Amerykanie, widzący leżącą puszkę po fasoli, podnosili ją i tracąc palce, ręce, życie…

Przewodnik śpiewający tradycyjną pieśń Viet Congu, podczas degustacji tapioki – głównego pożywienia żołnierzy wietnamskich.

Bardzo ciekawie opisali swoją wizytę w tunelach oraz strefie zdemilitaryzowanej Loswiaheros. Andrzej napisał sporo ciekawych faktów z wojny we Wietnamie.

Więcej zdjęć z tuneli Cu Chi jak zwykle w galerii

About Krzysztof Benedykciński

Entuzjasta technologii internetowych, bloger, wspinacz. Pomimo powrotu do Polski, cały czas stara się zrozumieć chińską mentalność, pisząc swoją debiutancką książkę o życiu białasa w Państwie Środka.

, , , , , ,