Chińskie pociągi towarowo-osobowe

Tak jak Kasia wspominała we wcześniejszym wpisie, od poniedziałku (2.04) do środy (4.04) mieliśmy wolne na uczelni. Z tej okazji, zachęceni relacjami koleżanek, postanowiliśmy spędzić ten czas w nieodległym Heijing. Dlaczego tam? Głównie dlatego, iż jest niedaleko (aczkolwiek podróż trwała, oj trwała…) i nie jest jeszcze tak znane jak Dali czy Lijiang – dwie najpopularniejsze miejscowości w Yunnanie. Jednak ten wpis nie będzie dotyczył samego Heijing, a drogi do niego. Co się działo? Czytajcie dalej :)

Pociąg wyruszał o 7:30. Na stacji byliśmy już koło 6:50 i dobrze, bo wcześniej zaczęli wpuszczać do pociągu. Mimo tego, że niby mieliśmy miejscówki, po wejściu do przedziału nasze miejsca były zajęte. Kasia od razu zaczęła wykurzać Chińczyków, którzy twierdzili, że to nie ma znaczenia na jakim miejscu się siedzi. Ta, jasne, a potem ktoś przyjdzie, wywali nas i będziemy stać jak ciołki przez 7h. No właśnie… bo odległość niecałych 200km pociąg przejechał w 7h. Nie dość, że poruszał się z prędkością, przy której polska osobówka to TGV, to jeszcze na stacjach, których było bez liku, staliśmy po 15-20 minut. Prawdopodobnie było tak, ponieważ do Heijing wybudowana została tylko jedna linia torów. Towarowe są zdecydowanie ważniejsze od osobowych, stąd jeśli mieliśmy mijankę, to na bocznicy staliśmy my.

Męsny lunch, suto zakrapiany chińską wódką - bajdziołem, która wydziela straszny odór.

Chińskie pociągi to oczywiście doskonałe miejsce, żeby zaobserwować Chińczyków w akcji. Ponieważ wagon, w którym mieliśmy miejsce był bardziej wagonem towarowym niż osobowym (siedzenia były ustawione dookoła wagonu, w centralnej części była pusta przestrzeń), a współpasażerowie w większości byli prostymi ludźmi, chcącymi odwiedzić rodziny na święto czyszczenia grobów, możecie sobie wyobrazić jak przedziwne pakunki mieli oni ze sobą. A to kosze na warzywa, a to wózki do transportu towarów, a to kury na obiad, a to 50-kilogramowe worki ryżu oraz wiele, wiele innych, których czasem nie dało się zidentyfikować. Z jednego z nich wystawało nawet coś, co przypominało niewypały :P

Obok mnie uwaliła się (dosłownie uwaliła się, bo miejsca tam nie było, a jednak ona potrafiła je znaleźć) starsza babcinka z dzieckiem na plecach. Dzieciak niepierwszej czystości, mocno zaśliniony – modliłem się, żeby tylko nie płakał całą drogę. Nie płakał, za to sikał – babcia w pewnym momencie wystawiła goły tyłek malucha, po czym ten załatwił się na podłogę. Nic, tylko czekać, aż małemu zachce się coś więcej…

Oprócz tego, jeśli jest się jedynym białasem w przedziale (w pociągu z resztą też), to wszyscy się na ciebie gapią. Nie ważne, co robisz – możesz tylko siedzieć. Ważne, że jesteś biały. Jesteś biały? To się gapią. Jest na to rada – też się gapić. Byliśmy na przykład świadkami bardzo zabawnej sytuacji. Jeden pan, który siedział vis-a-vis mnie, miał ze sobą paczkę próżniowo pakowanych kurzych stópek (nie jedliście? polecamy! :P ). Nie mógł się niestety do nich dostać. Trwało to jakieś dobre półtorej minuty, po czym lekko zirytowany wyjął zapalniczkę i zaczął opakowanie przypalać :) Ponieważ wyglądało to naprawdę komicznie, zacząłem się lekko podśmiechiwać, a wtórować mi zaczął jeden z Chińczyków. Po pół godzinie ziomek zaczął otwierać kolejną paczkę, tym razem z ziarnami słonecznika (wszyscy tu jedzą słonecznik, a już na pewno w trakcie nudnej podróży pociągniem). I znów miał problemy z otwarciem. Porozumiewawczo spojrzałem na pana, który też miał z tego niezły ubaw i znów zaczęliśmy się śmiać, ku dezaprobacie “ofiary”. W końcu ktoś zlitował się nad nieszczęśnikiem i pożyczył mu nóż.

Kolejne dziwne pakunki - w tym worku są ozdoby używane do przystrajania nagrobków

Pomimo tego, iż w naszym wagonie ustawiono kilka śmietników, ludzie nic sobie z tego nie robią. Zużyte chusteczki, łupiny po słoneczniku, opakowania po parówkach i inne śmieci lądują na podłodze. Robi się z tego na prawdę niezły burdel.

Podsumowując: polecamy korzystać z tanich chińskich pociągów – moc atrakcji zapewniona! :)

About Krzysztof Benedykciński

Entuzjasta technologii internetowych, bloger, wspinacz. Pomimo powrotu do Polski, cały czas stara się zrozumieć chińską mentalność, pisząc swoją debiutancką książkę o życiu białasa w Państwie Środka.

, ,

  • AW

    Opis scenek rodzajowych – wyborny ! :) )

    • Krzysztof Benedykciński

      Dziękować :)