No to uczelnia, Yunnan University of Finance and Economics, pokazała nam środkowy palec

W piątek otrzymaliśmy telefon z uczelni (Yunnan University of Finance and Economics), że nie wystawią nam listu z pozwoleniem na przenosiny na inny uniwerek. Po południu mieliśmy przyjść i porozmawiać na temat tej sprawy.

Po raz pierwszy zostaliśmy zaproszeni na rozmowę z samym dziekanem (czy tam kimkolwiek był ziomek). Usiedliśmy w jego gabinecie, a ten zaczął (po chińsku oczywiście, ani słowa po angielsku!) od grzecznościowych dyrdymałów,  że Polska to bardzo ciekawy kraj, że przejeżdżał kiedyś, że jesteśmy pierwszymi studentami z Polski na tej uczelni. Od razu się we mnie zagotowało – po kiego grzyba mi o tym opowiadasz gamoniu, chcę konkretów dotyczących naszej sprawy a nie owijania w bawełnę. Nie pamiętam, aby ziomek podał jakikolwiek konkretny powód odrzucenia naszej prośby. W każdym razie nie chciałem, żeby cały czas Kasia była tłumaczem i brała na siebie ciężar rozmowy. Zacząłem więc mówić po angielsku. Ten od razu zawołał kogoś, kto choć trochę ogarniał kuwetę. Zacząłem przyciskać, żeby podali konkretnie o co chodzi, bo my podaliśmy konkretne powody, dla których zmieniamy uczelnię. Jak to zwykle bywa zasłonili się procedurami, regulaminami i innego typu banialukami, że tak będzie lepiej dla obu stron. A ja na to, że jak oni mogą decydować, co jest lepsze dla nas. Nie pamiętam jaką odpowiedź dostałem, jednak już wiedziałem, że walka nie ma sensu, bo i tak już wszystko zostało ustalone. Jedyne, co mogą dla nas zrobić, to zmienić mi grupę (na taką, w której będą sami Wietnamce i Koreańce, jednak nadal będę nauczany przez moją ukochaną nauczycielkę Lipingową), a Kasi zaproponowali indywidualny tok nauczania. Ciekawe, co z tego wyjdzie.

Z ciekawszych wypowiedzi Pana Przepite Oczy pamiętam jeszcze coś takiego (jako odpowiedź na zarzut, że w grupie mam małolatów, z którymi nie da się uczyć, bo nie są wcale chętni do nauki), że grupa, to grupa, powinna się wspierać i uczyć razem. WTF? Co za komunały! Wypowiadając te słowa ziomek wylał z siebie chyba całe wiadro betonu, z którego się składał. Co najbardziej miażdży człowieka w takiej chwili, to to, że wszystkie słowa są wypowiadane z przepięknie wyćwiczonym uśmiechem na twarzy.

Chciałbym w tym miejscu każdemu, kto będzie szukał informacji na temat chińskich uczelni, ODRADZIĆ pomysł udania się na studia na Yunnan University of Finance and Economics. A już na pewno na kurs językowy.

Aby przekonać Ciebie, drogi Czytelniku, który może kiedyś odnajdziesz tego bloga, że nie warto tu studiować na Yunnan University of Finance and Economics, chciałem wypunktować największe wady uniwerku, z jakimi się spotkaliśmy podczas naszego pobytu na tej uczelni:

  • rejestracja oraz załatwianie innych początkowych formalności trwało 2 tygodnie przy codziennych wizytach w biurze ds. studentów zagranicznych,
  • brak przygotowanych materiałów co i gdzie powinno się zrobić na początku pobytu,
  • niektórzy nauczyciele nie mówią po angielsku,
  • brak profesjonalnego podejścia do nauki – nikt nie tłumaczy np. z jakich części składa się chiński znak (co naprawdę ułatwia naukę), uczymy się na pamięć całych zdań z tekstów (zamiast opowiedzieć własnymi słowami o czym był tekst), lecimy z materiałem tylko po to, żeby przerobić książkę, a nie żeby utrwalić wiedzę,
  • brak dostosowania poziomu nauki – istnieją tylko 2 poziomy, podstawowy lub niepodstawowy; dla mnie podstawowy był ok (nie licząc podejścia do ucznia), ale dla Kasi, która ma tytuł magistra sinologii i HSK 8 (certyfikat z chińskiego, w starej skali było 11 poziomów) zajęcia z ludźmi, którzy są po roku nauki to po prostu żenada,
  • uczelnia nie robi nic w kierunku zapewnienia dodatkowych przedmiotów jak zajęcia sportowe, lekcje gotowania czy kultura Wschodu, tak jak to ma miejsce na innych uniwersytetach; nie mówiąc o utworzeniu grupy przygotowującej do HSK.

W tekście specjalnie użyłem kilka razy nazwy uczelni, aby w miarę możliwości wysoko wyskakiwać w Google pod tą frazą. Nie życzymy nikomu, aby był zmuszony studiować na tak kiepskiej uczelni. Postaramy się, aby ta opinia poszła dalej w świat.

About Krzysztof Benedykciński

Entuzjasta technologii internetowych, bloger, wspinacz. Pomimo powrotu do Polski, cały czas stara się zrozumieć chińską mentalność, pisząc swoją debiutancką książkę o życiu białasa w Państwie Środka.

, ,

  • Jendrass

    Jesteśmy z Wami w krucjacie przeciw żółtej niemocy :) !

    • Krzysztof Benedykciński

      Dzięki Jędras!

  • Agata

    Buuu :( Szkoda wielka…

    • Krzysztof Benedykciński

      No niestety…