Let’s play frisbee, czyli zabawa nie tylko dla właścicieli psów

Dziś byliśmy grać we frisbee. Jak się okazuje, nie jest to jedynie gra dla posiadaczy psów. Muszę przyznać, że to bardzo fajna zabawa, w której liczą się zarówno umiejętności rzucania, chwytania jak i dobra kondycja, bo biegania jest od groma.

Na czym polega gra we frisbee? Zasady są bardzo proste. Idziemy na jakieś boisko do gry w piłkę nożna lub inne płaskie miejsce, gdzie można swobodnie biegać, a latające frisbee nikogo nie zdekapituje. Wyznaczamy boisko – można użyć pachołków, butelek z wodą, plecaków etc. Im więcej graczy, tym większe boisko. Składa się ono z 3 części – dwóch skrajnych obszarów, gdzie zdobywamy punkty oraz centralnego, gdzie toczy się gra. Drużyny nie mają przypisanego swojego pola punktowego, którego bronią. Po każdym zdobytym punkcie zmienia się strony.

Uproszczony rysunek przedstawiający boisko do frisbee, kropki to zawodnicy :P

Gracze dzielą się na 2 drużyny. Celem gry jest złapanie frisbee w polu punktowym. Grę rozpoczyna się jak na rysunku – jedna z drużyn (ustala się na początku, kto zaczyna) wyrzuca frisbee do przeciwników, którzy je przechwytują i rozpoczynają grę. Osoba, która trzyma dysk nie może biegać. Może jedynie wykonywać piwoty na jednej nodze (idea dokładnie taka sama jak w koszykówce po złapaniu piłki – jedna noga zawsze na ziemi). Gracz, który aktualnie trzyma dysk ma 10 sekund na podanie go do innych graczy ze swojego zespołu – można głośno liczyć, żeby było wiadomo, czy nie upłynęło 10 sekund. Przeciwnicy mogą utrudniać wykonanie podania, jednak nie mogą wchodzić w kontakt. Punkt zdobywa się w momencie, gdy frisbee zostanie złapane w obszarze punktowym, przeciwnym do tego, z którego się rozpoczynało. Jeśli dysk spadnie na ziemię (nie złapie się podania, przeciwnik wybije dysk z lotu), wypadnie poza boisko lub upłynie 10 sekund, w ciągu których frisbee nie zostało podane, grę rozpoczyna drużyna przeciwna.

Ilu potrzeba graczy, żeby zacząć grę? Myślę, że 3 na 3 już spokojnie da się pograć. Dziś zaczęliśmy od 4 na 4, w pewnym momencie doszły kolejne 4 osoby – po prostu trzeba zwiększyć boisko, żeby nie było tłoku.

Zabawa jest świetna, ale dość męcząca – trzeba się sporo nabiegać, szczególnie, że trzeba kryć przeciwników, robić przechwyty, szukać czystej pozycji do odebrania podania, nie wspominając o pogoni za dyskiem. Ponadto dobrze wcześniej trochę poćwiczyć rzucanie – wydawałoby się, że to tylko kawałek plastiku, ale precyzyjne podanie dysku, aby partnerzy go złapali, wymaga wprawy, szczególnie jeśli wieje.

Zabawę polecamy wszystkim, którzy mają ochotę się poruszać, szczególnie, że gra jest zespołowa – skrzyknijcie się ze znajomymi, kupcie dysk (groszowe sprawy, na allegro widziałem za ok 20zł) wyskoczcie do parku i bawcie się dobrze!

About Krzysztof Benedykciński

Entuzjasta technologii internetowych, bloger, wspinacz. Pomimo powrotu do Polski, cały czas stara się zrozumieć chińską mentalność, pisząc swoją debiutancką książkę o życiu białasa w Państwie Środka.

, , ,