Jak to się robi… w Chinach cz. 3 – jak wzbudzić szacunek u Chińczyka?

Jakiś czas temu będąc na wspinaczce z chińskimi znajomymi, zauważyłem bardzo ciekawą rzecz. A mianowicie, chłopaki dużo większą uwagę przywiązywali do mnie niż do Kasi. Dało się to zauważyć szczególnie w czasie pożegnania – chłopaki patrzyli mi w twarz, szczerząc się i głośno wypowiadali moje imię w zwrocie bye Chris. Kasię prawie pominęli. Później, kiedy mieliśmy pokonywać rzekę, w miejscu, w którym już kiedyś to robiliśmy z Kasią (ja przeszedłem z lekkim trudem, Kasia znalazła inne miejsce) James zapytał mnie, czy damy radę przejść (byliśmy jeszcze z kilkoma innymi dziewczynami, stąd obawa, że może pojawić się trudność). Byłem pierwszym, którego zapytał o radę w tej sprawie. To ewidentnie znak, że liczy się on z moim zdaniem.

J, James (w okularach) oraz my podczas ostatniej wspinaczki w Fuminie

Możliwe, że jest to związane z tym, że było to pierwsze spotkanie Kasi z Jem (tak, to jest imię – jakiś Amerykanin nadał imię Joseph, którego Chińczyk nie polubił, więc skrócił je do J) i Jamesem, dlatego Chińczycy nie byli jeszcze do niej przekonani. Jednak bardziej prawdopodobna wersja jest taka, że związane jest to z moimi umiejętnościami oraz… wzrostem :P Ponieważ jestem długi jak patyk a zasięg moich ramion jest większy o 0,5m niż Jamesa, mogę pokonywać drogi wspinaczkowe, których ten nie jest w stanie przejść. Pokazując, że jestem w czymś dobry, przekonuję go do siebie. Jestem bardziej wiarygodny, przez co wzbudzam jego szacunek i sympatię. Co więcej, zbliża nas zatem wspólne hobby.

Ponadto James do czasu, kiedy się spotkaliśmy, nie miał swojego angielskiego imienia. Mam w zwyczaju nadawać je moim chińskim znajomym, którzy ich jeszcze nie mają. Po pierwsze ułatwia mi to komunikację z nimi, mogę swobodnie zwracać się do nich po imieniu (mam problemy z zapamiętywaniem imion w ogóle, a co dopiero chińskich!). Po drugie zauważam, że otrzymywanie angielskiego imienia sprawia im przyjemność. I jednocześnie wzbudza też pewnego rodzaju więź czy szacunek. Bo jeśli wybierzesz imię, które im się spodoba, to będą go bardzo chętnie używali. James od razu skojarzył swoje imię z Bondem. I ewidentnie był tym faktem ukontentowany :)

Wiem, że nie odkrywam Ameryki. Nie od dziś wiadomo, że lubimy bardziej osoby, które są do nas podobne, dzielą z nami zainteresowania i poglądy. Chciałem jednak podkreślić, jak ważne jest to szczególnie w Państwie Środka, gdzie wzbudzić szacunek u Chińczyka nie jest wcale tak łatwo. Dużo łatwiej przełamać pierwsze lody w znajomości, gdy możemy choć trochę pochwalić się swoimi umiejętnościami w dziedzinie, którą wspólnie dzielimy z Chińczykami.

About Krzysztof Benedykciński

Entuzjasta technologii internetowych, bloger, wspinacz. Pomimo powrotu do Polski, cały czas stara się zrozumieć chińską mentalność, pisząc swoją debiutancką książkę o życiu białasa w Państwie Środka.

, , , , , , ,

  • Migramila

    Nie pozostaje też bez znaczenia fakt, że, nie umniejszając Twoich umiejętności, Chińczycy wolą rozmawiać z facetami. Będąc w Chinach spotkałam się z jawnym olewaniem, jeśli można to tak nazwać. Oni po prostu uważają, że jeśli już mają o czymś rozmawiać, to najlepiej to robić z mężczyzną. Kobieta jest “nieco” niżej w hierarchii patrzenie. A i przyjaźnie męskie są o wiele bardziej wylewne niż w Polsce, na przykład, jest to przyjęte. W chinach to facet jest autorytetem ( przynajmniej on tak uważa, bo kobiety radzą sobie fenomenalnie;)

    • Krzysztof Benedykciński

      Masz na pewno sporo racji. Ale zależy to również od wykształcenia. Podczas naszego ostatniego lunchu (http://goo.gl/6KN7i) Jerry i Claude bardzo chętnie pytali Kasię o różne rzeczy, dyskutowali z nią o jej studiach, naszych zainteresowaniach itp.

      Jeśli chodzi o równowagę między mężczyznami a kobietami, to mam wrażenie, że faceci w Chinach są mega-pantoflami. Postaram się może o tym też kiedyś coś napisać :)

      pozdrawiamy! :)

      • Migramila

        Heh, coś w tym jest. To znaczy, moim zdaniem, jest to trochę zagmatwane u nich. Bo tak: Facet myśli, że rządzi i kobieta na zewnątrz, oczywiście, przyznaje mu rację. Z drugiej strony jednak, wszyscy wiedzą, że i tak kobiety rządzą, choć robią to tak, żeby faceci myśleli, że oni są górą. Uff, zamotane, ale takie odniosłam wrażenie;).
        Ja, na samym początku, byłam traktowana chińska kobieta ( na zasadzie: nie ma mnie), potem, kiedy zorientowano się, że się nie dam – Chińczycy przeszli na inny poziom – potraktowali mnie jak faceta;). Nie jak Europejkę, tylko faceta;D. takich ich cudny punkt widzenia. ( choć pewnie masz rację, że to zależy od miejsca – ja miałam okazję przez miesiąc działać na poziomie biznesowym – a to, jak się domyślasz, jest w ogóle, baaardzo dłuuuga historia;))) pozdrawiam:)

        • Krzysztof Benedykciński

          A tak, to na pewno – przecież facet musi wiedzieć, że to on nosi spodnie w związku, prawda? :P A jak Ci się podobały bluzy/koszulki dla zakochanych? Nie wiem, czy kiedyś się spotkałaś z takim wymysłem: widzieliśmy już sporo par noszących te same koszulki/bluzy. Wyglądają po prostu słodziakowato :)

          Szczerze mówiąc, to po moich doświadczeniach z Chińczykami zupełnie nie wiem, jak można z nimi robić biznesy :P Podziwiam :)

          A tak na marginesie, to rozumiem, że jesteś chińskojęzyczna, tak?