Relacja z Wietnamu cz. 4 – trekking na Fansipan

Budzimy się koło 4, żeby spokojnie coś zjeść, spakować plecaki i wyjść przed hostel, gdzie o 5 ma czekać na nas busik. Wychodzimy z hostelu, miasteczko pogrążone jest w głębokiej mgle, gdzieniegdzie majaczą jakieś postaci na motorkach. Jesteśmy punktualnie, za to nasz transport nie bardzo. Po 10 minutach pojawia się busik, z którego wyskakuje jak na sprężynie Sam – nasz przewodnik. Nie wiem skąd u niego tyle energii, bo mi się chce nadal spać. Ruszamy w kierunku przełęczy Tram Tot. Zapoznajemy się z naszym dzisiejszym kompanem – Johnem, nieco starszym od nas Anglikiem, który mieszka obecnie w Hanoi i uczy angielskiego. Brak pracy w jego zawodzie (jest inżynierem z wykształcenia!) na Wyspach zmusił go do opuszczenia ojczyzny i wyjazdu za chlebem. 5 lat mieszkał i uczył angielskiego w Arabii Saudyjskiej, później w Tajlandii, a teraz w Hanoi, gdzie zapotrzebowanie na naukę angielskiego jest tak duże, że pracuje 7 dni w tygodniu. Pieniądze są podobno bardzo dobre, ale życie w Hanoi bardzo go męczy. I jak się później przekonamy, nie dziwi nas to.

A oto i John :)

Jadąc wyżej, mgła się zupełnie rozmywa a droga staje się widoczna. I dobrze, bo Wietnamczycy mają raczej ciężkie nogi na pedale gazu. Po 20 minutach zatrzymujemy się przy jakimś budynku – domyślamy się, że to strażnica parku, więc spodziewamy się jakiejś kontroli biletów. Nic, nie ma żywej duszy. Aha, to tak jest właśnie sprawdzany bilet za którego zapłaciliśmy ciężkie pieniądze? Bardziej prawdopodobne, że tego biletu też tak naprawdę nie mamy.

Tak wygląda wejście na szlak znajdujące się zaraz przy opuszczonym budynku (chyba strażnica).

Wchodzimy na szlak. Jest totalnie ciemno, więc od razu zakładam czołówkę. Kasia nie ma swojej, więc staram się jej świecić pod nogi. John posiłkuje się telefonem trzymanym w jednej ręce, w drugiej trzyma wałówkę, która nie zmieściła się do małego plecaka. W razie poślizgu nie będzie miał czegoś chwycić. Proponuję mu wsadzenie siatki do mojego plecaka. Odpowiada, że wkrótce zawartość siatki wyląduje w jego żołądku, więc nie ma sensu jej chować do plecaka. Zastanawiam się więc, co zajmuje mu tyle miejsca. Podczas pierwszego postoju dowiadujemy się, że jest to… dodatkowa para butów. Patrzymy na siebie z Kasia wzrokiem typu: po raz ostatni bierzemy na trek kogoś, kogo nie znamy. Ziomek zaiste idzie w zwykłych adidasach, które nie wyglądają na solidne. No i jak się okaże, droga na Fansipana będą ich ostatnią.

Koło 6:30 robi się jaśniej i cieplej. Kasia robi pierwsze fotki. Idziemy wzdłuż strumyka, tak jak czytaliśmy na kilku blogach. Nasz przewodnik co chwila zanurza ręce w wodzie, w której czegoś szuka. Nie wiemy czego, ale dla mnie przypomina to łapanie ryb przez Goluma z Władcy Pierścieni. Generalnie stwierdzamy, że nasz przewodnik to raczej taki pokazywacz drogi. Kiedy Kasia go o coś zapytała, zbył ją krótkim nie wiem. 

Po ok 3h dochodzimy do pierwszej bazy, w której najprawdopodobniej je się lunch podczas 2- lub 3-dniowego trekkingu. Znajduje się tu mała kuchnia i kucharz. My robimy krótką przerwę na popas.

Tak wygląda pierwsza “baza” na drodze na Fansipana

Po 10 minutach ruszamy dalej. Idziemy głównie przez lasy bambusowe, nadal jest dość ciepło. Od czasu do czasu wychodzimy z lasu na otwartą przestrzeń i wtedy trochę bardziej zawiewa. Można też zrobić foty. W pewnym momencie Sam pokazuje na coś w zaroślach i krzyczy buffalo! - no rzeczywiście, jak to bydle się tutaj dostało, nie mamy pojęcia.

Bawół w trawie puszczy :P

Około 10 lądujemy w drugiej bazie, gdzie znów robimy mały popas. Jesteśmy jakieś 2,5h drogi od szczytu. John zaczyna narzekać na brak powietrza. Twierdzi, że to przez wysokość, ale przecież nawet nie jesteśmy na 3000, więc to chyba jego organizm po prostu domaga się wolniejszego tempa. Staramy się czekać za nim, żeby nie zostawał z tyłu, przewodnik za to pruje przed siebie i tylko od czasu do czasu czeka na nas, przy okazji paląc kolejne fajki. Nie wiem skąd ziomek ma tyle wigoru, on praktycznie biegnie, nic nie pije i nic nie je. I śmieje się z nas, że co postój, to my coś wciągamy. To chyba jasne, że trzeba coś jeść jak się lezie ciągle pod górkę, nie sądzicie? Wszyscy jesteśmy zgodni, że ten nasz przewodnik to na jakiś dopalaczach żyje.

Po drugim dłuższym postoju droga pnie się ostro w górę. A to dlatego, że musimy wspiąć się na inną górę, zejść z niej i dopiero potem będziemy szli już na naszego Fansipana. Roślinność staje się trochę niższa, a widoki coraz ciekawsze.

Widoki rodem jak z Władcy Pierścieni :)

Właśnie tam gdzieś w chmurach jest nasz cel :)

Bardzo długo jednak nie widać Fansipana, bo zasłania go góra, która jest przed nim. Później tuż przed samym szczytem to już zupełnie nic nie widać, bo idzie się praktycznie ciągle przez bambusowy las. Aż tu nagle wyłaniają się skały i okrzyk Sama, który już dawno na nas czeka na szczycie – at last! Przez szczyt co chwila przewijają się chmury, jednak kiedy już znikną napawamy się niesamowitym widokiem. Z jednej strony widać Sapę, z drugiej kolejne wioseczki i szczyty. Sam przygotowuje posiłek dla Johna – jest to lunch, który został wliczony w koszt treku (my oczywiście z niego zrezygnowaliśmy, bo mieliśmy swoje zapasy :) ). Była to jedna mała bagietka z serkiem, pomidorem i szynką. Też mi lunch, jakbym miał na czymś takim ciągnąć przez cały dzień, to bym dawno padł!

Radość na szczycie – z wietnamską flagą.

Na szczycie nadszedł czas na wymianę johnowego obuwia :P

Po 20 minutach zbieramy się do powrotu. Jest 13:30, więc jeśli dobrze pójdzie, będziemy o 18 na przełęczy, z której zaczynaliśmy. Zawsze wolałem podchodzić do góry niż schodzić – podczas zejść wysiadają mi kolana. I tak jest też tym razem, prawe kolano daje mi się we znaki już prawie od samego początku. Nawet na początku John mnie wyprzedza. Później kiedy robi się mniej stromo, jest lepiej, jednak dokucza mi już ono do samego końca. Po drodze mijamy nielicznych turystów, którzy chcą wejść na Fansipana, jednak w opcji 2 lub 3 dniowej, z przewodnikiem i tragarzem! Przewodnik jeszcze ok, ale tragarz – plama na honorze! To nie Himalaje przeca! :P

Widok na Sapę z Fansipana

Kiedy słońce powoli się chyli się ku zachodowi, John jest już bardzo zmęczony. Mówi mi, że już powoli nie wie, gdzie jest. Idę za nim cały czas, żeby w razie upadku go podtrzymać. Sam odbiera od niego plecak. Na szczęście tuż przed zachodem zauważamy chałupę, którą mijaliśmy rano. I tym samym udowadniamy, że jednodniowy trekking na Fansipan jest możliwy :)

Po 10 minutach odbiera nas busik i szczęśliwi wracamy do Sapy. Żartujemy, że jedynym niebezpieczeństwem tego dnia jest właśnie przejazd owym busikiem, tak ziomek gnał przez górskie serpentyny. Pytamy Johna czy nie chce zjeść z nami kolacji. Ten zgadza się, zwłaszcza, kiedy mówimy mu, że jadamy tylko w knajpach dla lokalsów, bo chcemy jak najtaniej. Popiera on nasze podejście do sprawy. W czasie posiłku wymieniamy się kontaktami. Pomyśleliśmy, że warto by odwiedzić Johna w Hanoi i zostawić u niego cześć rzeczy, które przywiózł by dla nas Paweł.

Po kolacji wracamy do siebie, bierzemy szybki prysznic i do łóżka. Zasypiamy jak kamienie. Szczęśliwe kamienie :)

About Krzysztof Benedykciński

Entuzjasta technologii internetowych, bloger, wspinacz. Pomimo powrotu do Polski, cały czas stara się zrozumieć chińską mentalność, pisząc swoją debiutancką książkę o życiu białasa w Państwie Środka.

, , , , , ,

  • ketsu

    “I like” ;) I się zastanawiam, czy po całej wspinaczce nie mieliście wrażenia, że z dobrą mapą dałoby się obyć bez tego przewodnika?

    • Krzysztof Benedykciński

      Zawsze jest pokusa “a może zrobimy to jednak bez przewodnika”. Jednak po relacjach innych osób zdecydowaliśmy się na ziomka. Tak naprawdę to tylko na początku moglibyśmy mieć problemy ze znalezieniem właściwej ścieżki, zwłaszcza kiedy zeszliśmy do koryta rzecznego. Ciężko byłoby zauważyć miejsce, w którym musimy z niego wyjść. Poza tym chcieliśmy zrobić to w jeden dzień, co implikuje wyjście wczesnym rankiem, kiedy jest jeszcze ciemno. A w totalnej ciemnicy łatwo się pogubić.

      Ponadto map oczywiście szukaliśmy w necie i znaleźliśmy tylko bardzo poglądowe. A jeśli chodzi o zakup mapy na miejscu, to takowe nie istnieją. Raz, że nikt nie jest zainteresowany tym, żeby turyści sami wchodzili na górę, tylko kupowali zorganizowany tour. Dwa – Azjaci (przynajmniej ci, z którymi mieliśmy kontakt) nie umieją posługiwać się mapami :P

      • Michal

        Hej wlasnie wybieramy sie do wietnamu interesuje mnie taki trek 2 dniowy jakie koszty gdzie nocujesz moglbys mi udzielic troche informacji?? dzieki za pomoc ;) pozdrawiam

        • Krzysztof Benedykciński

          Hejo,

          Dzięki za komentarz. Trekking jak najbardziej polecamy. Jeśli chcecie wziąć 2-dniowy, to pewnie będziecie spać w II bazie – to taki podmurowany barak z desek i blachy (zdjęcia na stronie http://goo.gl/fgY4W). W nocy będzie chłodno, więc weźcie śpiwory i ciepłe rzeczy. Oprócz przewodnika, pójdzie pewnie z Wami tragarz, który niesie jedzenie, z którego przygotuje posiłek. Jednak zawsze lepiej mieć coś jeszcze ze sobą, jakąś bombę kaloryczną w postaci czekolady czy mleka skondensowanego (jest pyyyszne :) ). Bo John, który z nami szedł i wykupił lunch, dostał jedną bagietkę z serkiem i mandarynkę. Jak na 13-godzinną wyprawę, to trochę mało. Przyda się też czołówka, bo nie wiem, czy w chałupie będzie światło. Pewnie nie.

          Jeśli chodzi o ceny, to nie wiemy dokładne, ile wyniesie 2-dniowy trek, możliwe, że nawet koło 100 dolarów/osobę. Cena będzie zależała od tego, czy będziecie szli sami, czy z jakąś większą ekipą. My zapłaciliśmy $55/osobę za jednodniowy z przewodnikiem, bez lunchu, w 3 osoby. Im więcej osób, tym taniej. Na pewno warto też zajrzeć do kilku agencji i popytać o ceny – mają niezły rozrzut cenowy, więc porównajcie i wybierzcie najkorzystniejszą :)

          Na szczycie strasznie wiało, więc dobra kurtka, rękawiczki i czapka się przyda (też do spania). O butach trekkingowych nie wspomnę – Johnowe adidasy po prostu się rozpadły w trakcie marszu :)

          Dajcie znać jak Wasze wrażenia z treku :) Może nawet zechcecie coś napisać na naszym blogu? :) Chętnie zamieścimy Waszą notkę.

          Pozdrawiamy i życzymy udanej wyprawy!

          • Michal

            Hej dzieki za informacje :0
            wiesz ja i bym smignal to w jeden dzien ale nie wiem jak moi kompani postaramy sie w jeden dzien widze ze w 13 h mozna gore obrocic nie tak zle dobra kondycja jest( runner)
            Wlasnie czytam troche o vietnamie i juz mnie przeraza te targowanie i zbijanie cen coz damy rade wybieramy sie w sierpniu widze rowniez ze pogoda moze byc kiepska coz … napewno cos napisze po przyjezdzie …jakies inforamcje co do podrozy ciekawe miejsca? dopiero plan sobie ustalam ale na vietnam mam tylko tydzien a drugi spedzam w tajlandi ( 2 raz)
            takze dzieki za informacje pozdrawiam

            P.s niezlego kompana mieliscie na trasie:)

          • Krzysztof Benedykciński

            No powiem Ci, że to targowanie rzeczywiście do przyjemności nie należało, szczególnie na północy, gdzie nawet nie mieli na to ochoty – “nie chcesz płacić, to spadaj”. Na południu będzie lepiej, o ile starczy Wam czasu.

            Spędźcie najwyżej jeden dzień w Hanoi, więcej nie trzeba. Szczerze mówiąc to teraz bym nawet tego jednego dnia nie poświęcił, nic ciekawego tam nie ma. Wietnam najlepiej zwiedzać od strony natury :-)

            Wszystkie odwiedzone przez nas miejsca sukcesywnie opisujemy na blogu, więc zaglądaj co jakiś czas :-)

            Pozdrosy!

          • Michal

            hej dzieki za podpowiedz

            juz dostalem szczegolowy plan od znajomych co gdzie jak i jak dlugo … no coz ja mam tylko tydzien takze hanoi sapa i spadam do tajlandi a no odwiedzam i czytam czytam:0 dzieki jeszcze raz pozdro

          • Krzysztof Benedykciński

            No to w takim razie życzymy dobrej pogody, doborowego towarzystwa i pięknej przygody :)

            pozdrosy!

        • Krzysztof Benedykciński

          Aha, jeszcze jedno – w czasie, kiedy my byliśmy we Wietnamie, ceny były zawyżone z powodu nowego roku (Tet), stąd myślę, że teraz powinno być już bardziej znośnie. A na pewno możecie używać argumentu, że jest dawno po Tecie jako przemawiającym za obniżką ceny :)

  • AW

    Super wycieczka! Aż ochoty nabieram… ;) )

    • Krzysztof Benedykciński

      Mogę robić za guide’a :-)

  • Zlotyptak

    Mam jedno pytanie i mam nadzieję, że ktoś mi na nie odp. :) Czy wyprawę 1 dzień na górę Fansipan, można wykupić w biurze w Sapie, czy już w Hanoi?

    • Krzysztof Benedykciński

      Zawsze odpowiadamy na komentarze :-) Nie ma potrzeby załatwiać treku w Hanoi, można to zrobić w Sapie w jednej z licznych agencji. Polecamy zajrzeć do kilku i porównać ceny, w naszym przypadku różniły się one nawet o $10-15.

      Pozdrawiamy i życzymy dobrej pogody podczas treku!

  • Zlotyptak

    Dzięki śliczne. Strasznie się napaliłam na tą wyprawę! Plan jest ambitny: z Hanoi nocnym + bus do SAPA (sami, choć dużo ludzi poleca przez biuro i straszy, że z powrotem będzie problem …), a tam poszukiwania biura podróży. Zastanawiam się jeszcze nad Parkiem Ba Be, warto? A i jeszcze nad tym bazarem w Bac Ha? A może macie jeszcze jakieś pomysły co tam zobaczyć? Jestem otwarta :) Wyprawa w maju, więc jeszcze mamy trochę czasu.

    • Krzysztof Benedykciński

      Nic się nie bój, zawsze znajdziesz jakiś środek transportu. Wszystko się rozbija o kasę – wszędzie, gdzie jest komunikacja publiczna, dojedziesz za grosze, w innych miejscach musisz się ostro targować z kierowcami prywatnych busików.

      Nie byliśmy w miejscach, o których piszesz. Cała relacja z naszego wyjazdu systematycznie pojawia się na blogu, więc zapraszamy co jakiś czas zajrzeć.

      Jak będziesz miała dalsze pytania, wal śmiało w komentarzach lub na maila, którego znajdziesz w kontakcie.

      Pozdrawiamy i życzymy miłego planowania. Jak będziesz miała ochotę napisać coś na naszym blogu, Twoje wrażenia z wyjazdu, zapraszamy :-)

  • Jacek Woda

    Bardzo dobry opis wyprawy, wybieram się w sierpniu do Wietnamu, bardziej w celu relaksu i zwiedzania niż trekingu. Stad chciałbym obrócić wszystko w jeden dzień i nie zabierać nic poza butami i czołówką ale rozbija mi się to trochę koncepcyjnie.
    Nie wiem jak sensownie dostać się z Hanoi do Sapa.
    Skąd wyłapać przewodnika, czy internetowo go szukać wcześniej czy też podpinać się pod wycieczkę.
    Mógłbyś mi pomóc zaplanować taką wyprawę?

    • http://ksiazkaochinach.pl/ Krzysztof Benedykciński

      Cześć Jacek,

      Wybacz za opóźnienie w odpowiedzi – bardzo rzadko już tu zaglądam, a system komentarzy nie wysłał mi maila, że ktoś skomentował wpis.

      Domyślam się, że już byłeś we Wietnamie. Daj znać jak Ci się podobało i czy udało Ci się coś zorganizować w okolicach Sapa.

      Pozdrawiam,
      Krzysiek