Poweekendowe newsy

Pamiętacie naszą informację o tym, że będziemy zmieniać uniwerek? Otóż proces ten jest dość skomplikowany, bo potrzebujemy znacznej ilości papierów, a we wszystko zaangażowane są 4 organizacje – 2 uniwerki, polska ambasada w Pekinie oraz CSC (China Schoolarship Council). Najpierw potrzebujemy listu od naszego starego uniwerku, że zgadzają się nas przenieść (oraz co istotne: pieniądze, które uniwerek dostaje za naszą naukę) na inny uniwerek. Potem musimy się postarać o list potwierdzający przyjęcie na drugi uniwerek. Następnie musimy otrzymać zgodę ambasady na przenoskę. I jak już dostaniemy te wszystkie zgody, dopiero wtedy będziemy mogli wszystko wysłać do CSC, gdzie ostatecznie zostanie podjęta decyzja dot. naszego transferu. A na którym etapie tego procesu jesteśmy aktualnie? Nie pytajcie nawet…

W piątek zanieśliśmy podanie o przeniesienie na nasz stary uniwerek. Jako argumenty (bo przecież sama chęć zmiany nie wystarczy, trzeba mieć specjalne powody na zmianę uniwerku, z których trzeba się wyspowiadać) podaliśmy brak odpowiedniego poziomu (w przypadku Kasi), brak znajomości angielskiego przez niektórych nauczycieli oraz małolaty w grupie (w moim przypadku). Podania zostały odrzucone, bo przedstawiają nasz uniwerek w złym świetle. A co nas to obchodzi, jak nie zapewniono nam odpowiednich warunków nauki, to czego się spodziewają? Że napiszemy jakieś bzdury, byle nas puścili? No i okazuje się, że tego właśnie od nas oczekiwano – że zrobimy z siebie dziwaków, którzy narzekają na to, że nie mają na uniwerku znajomych ze Stanów i Europy. Wyobrażacie sobie coś takiego? Na szczęście dziś byliśmy napisać kolejne podanie (właściwie to przepisać podanie zredagowane przez jednego z Kasi nauczycieli), które było rozsądną mieszanką naszego podania oraz tego, czego od nas wymagano. Jeśli ma to nam pomóc, to mogę zrobić z siebie dziwaka. Warto.

Bo musicie wiedzieć, że od prawie 2 tygodni chodzimy już na zajęcia na nowym uniwerku. Pozwolono nam uczestniczyć w zajęciach, nawet mimo tego, że sprawa z transferem stypendium jest nadal w toku. Tak się tutaj traktuje studenta. Poza tym podejście nauczycieli jest zupełnie inne – nie ma biadolenia, porównywania grup, ciągłego uciszania rozbrykanych Laotańców czy Wietnamców. Tam są ludzie, którzy chcą się uczyć, płacą za to i wymagają. Więc oboje z Kasią zanosimy modły o to, żeby transfer się udał i żebyśmy mogli w spokoju się uczyć na nowym uniwerku :P

Żeby się zrelaksować po użeraniu się z chińską biurokracją, w sobotę poszliśmy na ściankę. Zrobiłem sobie mały trening wytrzymałościowy, bo po dłuższej przerwie ręce mam jak z waty. W pewnym momencie podeszła do nas parka dzieciaków – dziewczynka i chłopiec, 11 i 12 lat. Od razu zaczęli nazywać Kasię ciocią a mnie wujkiem. Bardzo im się spodobało to, co robiliśmy. Od razu zaczęli kombinować jak by tu zrobić użytek z liny. Nie pozwoliłem im się wspinać – nie będę brał odpowiedzialności za cudze dzieci (i to jeszcze w Chinach!), jednak pozwoliliśmy skorzystać z liny jako huśtawki. Dzieciaki miały ogromną frajdę. Kiedy zbieraliśmy sprzęt, pytały się nas czy przyjdziemy za tydzień o tej samej porze. Odpowiedzieliśmy, że nie wiemy, możliwe, że tak. I od razu pomyślałem sobie, jak te dzieci muszą być wynudzone, skoro podchodzą do pierwszych lepszych białasów i chcą się z nimi bawić. Zrobiło mi się ich strasznie żal, że ich rodzice nie zaserwują swoim pociechom wspólnej wyprawy rowerowej czy wycieczki do parku linowego (nie wiem czy coś takiego w ogóle istnieje w Chinach). Przecież dzieciaki tak lubią sport i ruch na świeżym powietrzu. Mam wrażenie, że kiedyś to się na pewno odbije na cały narodzie zbiorową depresją i zanudzeniem na śmierć.

W zeszłym tygodniu otrzymaliśmy też wiadomość od Radka z Polski. Poszukiwał on informacji o Polakach w Kunmingu i znalazł naszego bloga. Przekazaliśmy mu garść informacji potrzebnych na start. Z jego strony otrzymaliśmy pytanie, czy nie potrzebujemy jakichś polskich produktów. Od razu zaświeciły nam się oczy – czekolada i ser! Umówiliśmy się, że da nam znać jak ulokuje się w hotelu, żebyśmy mogli się spotkać. No i rzeczywiście – w niedzielę po południu, podczas gry w badmintona otrzymuję telefon od Radka. Znajdujemy na mapie lokalizację hotelu i jedziemy na spotkanie.

Radek będzie w Kunmingu przynajmniej przez następne 4 miesiące, podczas których chce trochę odpocząć od pracy a zarazem pouczyć się chińskiego. Przy piwku opowiedział nam o swoich perypetiach życiowych oraz planach na najbliższy czas. Otrzymujemy też od niego kilka kostek sera i czekolady – Kasi ulubiona goplana i moja milka – pyyycha! Jesteśmy bardzo wdzięczni Radkowi za to, że odezwał się do nas i chciał nas poznać. Do następnego spotkania zatem!

Rower spisuje się całkiem nieźle. Praktykowaliśmy nawet jazdę we dwoje – daje radę, choć jest to dość ciężkie – mam wrażenie, że piasty nie były nigdy smarowane. No cóż, czego wymagać od roweru za 35 zł :P

No i jeszcze na koniec trochę się pochwalę. Ostatnio pojawiły się w necie 2 moje publikacje – na Peronie4 pisałem o tym jak wygląda nasz gap year, a NaWalizkach o wyjeździe do Sztokholmu. Zapraszam do lektury :)

About Krzysztof Benedykciński

Entuzjasta technologii internetowych, bloger, wspinacz. Pomimo powrotu do Polski, cały czas stara się zrozumieć chińską mentalność, pisząc swoją debiutancką książkę o życiu białasa w Państwie Środka.

, , , , ,

  • AW

    Trzymajcie się w walce z chińską biurokracją!

    • Krzysztof Benedykciński

      Dzięki, każdy zaciśnięty kciuk się przyda :-) Pozdrawiamy!