Różnice kulturowe cz. 7 – chińskie przesądy, zwyczaje i dziwactwa

W tej części serii różnic kulturowych chciałbym napisać nieco o chińskich przesądach, zwyczajach i dziwactwach, które dla zwykłego zjadacza chleba (czy. białasa) mogą wydawać się nieracjonalne, trudne do zaakceptowania bądź po prostu śmieszne. Nie będę opisywał ich wszystkich, bo jest ich po prostu za dużo. Chciałbym skupić się jedynie na tych, z którymi spotkaliśmy się osobiście.

Gotowi? No to zaczynamy!

Zależność między piciem coca coli a posiadaniem syna

Podczas jednej z lekcji, nauczycielka Lipingowa zauważyła, że któryś z Wietnamczyków pije colę. Zapytała go, czy pije ją w dużych ilościach. Wietnamczyk na to, że pije sporo, bo lubi. Nauczycielka na to, że nie powinien tego robić. Zaciekawieni tym stwierdzeniem, zapytaliśmy dlaczego. Nauczycielka odpowiedziała, że mężczyźni nie powinni pić dużo (a najlepiej w ogóle) coli, żeby w przyszłości nie mieć problemów z posiadaniem dzieci. A konkretnie z posiadaniem chłopca. Nigdy nie słyszałem o tym, żeby cola miała jakieś destrukcyjny wpływ na męski chromosom Y. Może trzeba jeszcze trochę doczytać…

Wycieczka na Western Hills to 100% zerwanie ze sobą

Kiedy niedawno jechaliśmy do Small Stone Forest, mijaliśmy Western Hills, jedną z lokalnych atrakcji turystycznych a jednocześnie rejon wspinaczkowy. Gdy w drodze wspomniałem o tym, że planujemy z Kasią skoczyć w to miejsce i zrobić rekonesans w poszukiwaniu ściany wspinaczkowej, Chińczycy, którzy jechali z nami od razu zaskoczyli nas pytaniem: ale razem? No tak, razem, a co w tym dziwnego? A to, że wg lokalsów, pary nie powinny odwiedzać tego miejsca razem. Wspólna wycieczka może bowiem zakończyć się zerwaniem znajomości. Jaka miałaby być korelacja między odwiedzinami Western Hills a relacją między dwojgiem osób, nie dowiedzieliśmy się. Coś czuję, że to kwestia złego feng shui i niekorzystnego wpływu Marsa.

Jeśli zatem jesteś w Kunmingu i z pewnych powodów nie czujesz się ze swoją partnerką/partnerem jak ser z keczupem, Western Hills to doskonałe miejsce, żeby znaleźć sposób na rzucenie (w przepaść?) drugiej połówki.

Nie idź tam! Tam jest przecież niebezpiecznie!

Za każdym razem, kiedy chce się zrobić coś nietypowego, niesztampowego, czy po prostu niezgodnego z logiką i chińskim stylem myślenia, słyszy się, że:

  • przecież to niebezpieczne,
  • Chińczycy tam nie chodzą, więc Ty też nie powinieneś,
  • robisz to na własną odpowiedzialność,
  • jesteś bardzo odważny.

Tak też było podczas ostatniego wypadu wspinaczkowego. Za każdym razem, kiedy pytaliśmy o to, w jaki sposób mamy się dostać pod skałę, dostawaliśmy odpowiedź zupełnie niezgodną z naszym pytaniem. Chińczycy chcieli nam pokazywać betonową drogę prowadzącą do platformy widokowej, a nie drogę na skałę. Tak to już niestety z nimi jest – wszystko, co dziewicze, nieodkryte, nieprzetarte od razu wiąże się z pewnym zagrożeniem i niebezpieczeństwem. Należy zatem podchodzić z dużym dystansem do tego, co usłyszy się z ust lokalsów. Może się okazać, że bardzo groźny pies to w rzeczywistości przyjazny, łaszący się i wesoło merdający ogonem golden retriever.

Po co tam jedziesz? Przecież nic tam nie ma!

Zwiedzając różne miejsca w Chinach, można się czasem spotkać z chińskim stwierdzeniem a po co ty tam jedziesz? przecież tam nic nie ma! Otóż właśnie często dlatego tam chcemy pojechać, bo tam nic nie ma (a już na pewno dlatego, że nie będzie tam Chińczyków :P ). Musicie bowiem wiedzieć, że podejście Chińczyków do turystyki jest zgoła odmienne od zachodniego (a już na pewno od naszego – Kasi i mojego). Musicie wiedzieć, że to, co dla Chińczyków jest atrakcją turystyczną, dla nas wcale nią być nie musi. Przykład – wioska karłów niedaleko Kunmingu. Żeby nie być totalnie niepoprawnie politycznie, Chińczycy nazywają ją Światem Motyli. Koleżanka, która była tam ponad rok temu, nie widziała tam prawie żadnego motyla. Za to widziała grupy rozentuzjazmowanych Chinoli oglądających występy karłów, niczym foki w cyrku (cytując Zochę).

Tak oto wygląda przedstawienie w wykonaniu chińskich karłów. Rozrywka iście niskich lotów. | Autor: Zofia "Zocha" Gulczyńska | źródło: http://goo.gl/4Dmx9

Wrażenia Zochy dotyczące tej atrakcji możecie przeczytać na jej blogu. Dla białasów widok karłów robiących za małpy w zoo jest zdecydowanie żenujący.

Pamiętam, że jak w zeszłym roku jechaliśmy zobaczyć wiszące klasztory, kierowca w taksówce koniecznie chciał nas zabrać do innego, lepszego miejsca, gdzie WSZYSCY Chińczycy jeżdżą zwiedzać. Trochę to zajęło, zanim przyjął do wiadomości, że NIE, DZIĘKUJEMY!

Chińczycy jeszcze lepiej zareagują jak powiecie, że macie namiot i chcecie w nim spać. Macie 100% pewności, że na pewno popukają się w głowię i powiedzą, że to niebezpieczne, zaczną Was odwodzić od tego pomysłu, zaoferują spanie we własnym mieszkaniu. Bo po co ktoś miałby spać w budzie zrobionej z kijków i materiału? I to na zewnątrz, gdzie grasują wilki, tygrysy i słonie :P

Szybki sposób na… kupę

Możliwe, że już widzieliście na zdjęciach/na żywo chińskie dzieci z dziurami na spodniach w oczywistym miejscu. Cel owej dziury również jest równie oczywisty – zrobić szybko, sprawnie i bezproblemowo to i owo. I na dodatek wszędzie. Na ulicy, w parku, przy sklepie, na przystanku autobusowym. Po co się szczypać, przecież to tylko dziecko. Ok, ale czy to znaczy, że jego kupa pachnie na miętowo?

Plus dla tej pani, że podłożyła coś pod 4 litery malucha.

Parasol przeciwsłoneczny

My, dziwni biali ludzie, cieszymy się z każdego małego promyka słońca. Wystawiamy swe białe lica, żeby słoneczko mogło je choć trochę opalić. Nie wszyscy jednak tak się cieszą na widok słońca. Chińczycy zupełnie nie podzielają naszego słonecznego entuzjazmu. Wolą się oni raczej schować pod parasolem, który skutecznie zablokuje dostęp promieni słonecznych do ich skóry. I dopóki robią to sobie w miejscach, gdzie można sobie na to pozwolić, to wszystko rozumiem. Ale wyobraźcie sobie, że w czasie jednej z wypraw do Fuminu z Chińczykami, jedna z Chinek od razu po dotarciu do skał wyciągnęła parasol przeciwsłoneczny. Wyobrażacie sobie? Myślałem, że padnę niczym rażony gromem.

Panie tu jest kiosk ruchu, ja tu mięso trzymam!

Już od początku naszego pobytu relacjonowaliśmy, że Chińczycy nie należą do czyściochów. My też nie (żeby nie było – raz w tygodniu sprzątanie obowiązkowo! :P ), jednak tego, co tutaj widzimy, nie da się inaczej określić jako jeden wielki syf. Szczególnie widać to na prowincji. Ludzie wyrzucają śmieci zaraz przy swoim domostwie, ścieki i inne nieczystości odprowadzane są bezpośrednio na ulicę. Możecie wyobrazić sobie, że zapachy pochodzące z takich domostw są dalekie od perfumerii. Cóż zrobić, widocznie Chińczykom po prostu to nie przeszkadza.

Nie przeszkadza im również to, w jakich warunkach higieniczno-sanitarnych trzymane jest mięso na lokalnym markecie mięsno-warzywnym. Słowa tego nie wytłumaczą, spójrzcie po prostu na zdjęcia.

Chiński mięsny :D

Będąc na wsi, widzieliście kiedyś jak się "opala kaczkę"? Tutaj pani opala świaniaka :D

To już nawet u nas za PRLu było lepiej:

Chińskojęzycznych (i nie tylko) zapraszamy do podzielenia się z nami Waszymi doświadczeniami z chińskimi przesądami, zwyczajami oraz dziwactwami.

Zapraszamy też do oddania głosu w naszej małej facebookowej sondzie :)

About Krzysztof Benedykciński

Entuzjasta technologii internetowych, bloger, wspinacz. Pomimo powrotu do Polski, cały czas stara się zrozumieć chińską mentalność, pisząc swoją debiutancką książkę o życiu białasa w Państwie Środka.

, , , , , , , , , ,

  • marek

    cool! zwłaszcza to mięso na stole ;-)

    Z drugiej strony w gruzji też takie widzieliśmy, co więcej, jedliśmy — i było smaczniejsze (bo świeże!) niż większość tego, co można kupić u nas w (bardziej bądź mniej) sterylnym tesco :P

    a wioska karłów… hmm… to coś, co trudno nam zrozumieć bo byliśmy wychowani w aurze “równych szans” itp. W chinach tej aury (oczywiście) nie ma, więc przypuszczam, że Ci ludzie są szczęśliwi, że mogą żyć we wiosce karłów a nie wieść marną egzystencję na śmietnikach…

    • http://www.facebook.com/k.wachowska Kasia Wachowska

      mięso z targu, rąbane na pieńku też konsumujemy, jest wporządku. Tym bardziej jeśli chodzi o warzywa – zdecydowanie wolimy kupić od lokalsów niż zafoliowaną cebulę na tacce z Carrefoura (chyba kiedyś napiszę posta o opakowaniach, to jest czyste szaleństwo!). W listopadzie Wallmart musiał zamknąć jeden sklep w Chongqingu aby przeprowadzić “reorganizację” po tym jak wybuchła afera właśnie z mięsem w roli głównej.
      Co do wioski karłów… masz rację, jasne że lepiej pracować w cyrku niż grzebać w śmietnikach.
      “Wu and several park employees said dwarves working at the park receive 1,000 yuan ($147) per month plus free room and board ? better remuneration than a university graduate in Kunming can expect to be offered.” http://www.gokunming.com/en/blog/item/1168/inside_kunmings_dwarf_empire,
      Ktoś odmiennie wyglądający zdecydowanie musi mieć w Chinach “grubą skórę”. Wystarczyło, że moja siostra miała plastry na twarzy a co drugi Chinol syczał/cmokał na jej widok, wskazywał paluchami, stroił miny i plótł co mu ślina na język przyniosła.
      Jeżeli mają swoje prywatne miejsce, gdzie mogą się odciąć od grup turystów (w przypadku grup Chińczyków czyt. hałaśliwej in natrętnej szarańczy), to jestem to jeszcze w stanie zaakceptować.
      Tak mi się teraz skojarzyło – muszę wypytać Moniś o jej wrażenia dot. chińskich grup wczasowiczów ;)