Polak, Rusek, dwa bratanki…

…i do szabli, i do szklanki. Tak wiem, że powinien być Węgier zamiast Ruska, jednak ten wpis opisuje zabawną sytuację, która miała miejsce wczoraj, podczas drugiej wycieczki na górę Changchong (pierwsza miała miejsce niedługo po naszym przyjeździe do Kunmingu), a która uświadamia jak bliscy są nam nasi Rosjanie.

Cała historia zaczyna się w okolicach największej w Chinach (z tego co mówił znajomy Chińczyk – Ricky) fabryce papierosów. Wyruszyliśmy stamtąd na szczyt wspomnianej wcześniej góry w składzie: Denis, Julia, pięcioro Chińczyków (w tym sześciolatek) oraz ja (Kasia została w mieszkaniu i uczyła się). Wyruszyliśmy około godziny 10. Po dwóch godzinach, jak to Chińcycy mają w zwyczaju, zatrzymaliśmy się na lunch.

Oto i rzeczona fabryka fajek

Znaleźliśmy dość przyjemne miejsce, rozłożyliśmy się z całym majdanem i zaczęliśmy konsumpcję. Wszyscy częstowali się swoimi wiktuałami, jak to w towarzystwie bywa. Musicie wiedzieć, że Chińczycy mają dość specyficzne poczucie smaku – lubią rzeczy albo słodkie (np. chleb :-/) albo ostre (jak większość potraw). Do tego uwielbiają suszone mięso. Stąd zajadali się praktycznie samymi słodyczami oraz właśnie suszonym mięsem.

W pewnym momencie i do mnie doszła paczka z owym “szuszakiem”. Wziąłem nieco specyfiku do ręki (była to wołowina pocięta w drobne paseczki) i zacząłem się mu badawczo przyglądać. Następnie spojrzałem na Denisa, a ten rozumiejąc dokładnie to, co o myślę, stwierdził krótko: “govno” (czyt. gawno z akcentem na “o”). Parskając śmiechem omal nie upuściłem cudownego smakołyku, który otrzymałem przecież w dobrej wierze. Denis zawtórował salwą śmiechu, której końca nie było. Julia musiała tłumaczyć nas przed Chińczykami, że opowiadamy sobie polsko-rosyjskie historyjki, których nie da się przetłumaczyć na chiński czy angielski. I tak śmiejąc się co jakiś czas z tego samego, upłynął nam bardzo miło dzień.

Mniej więcej pewnie taką miałem minę, kiedy Denis wypowiedział swoje sławne "govno"

Jaki z tego morał? Że jesteśmy do siebie bardzo podobni – Denis i Julia oraz Kasia i ja. Śmiejemy się z tych samych żartów, znamy (mniej więcej) historię obu krajów, nasze języki są podobne, więc często się rozumiemy, gdy mówimy w swoich ojczystych językach. Jesteśmy Słowianami, więc nadajemy na tych samych falach na pewno w dużo większym stopniu niż z osobami o innych korzeniach. I jest nam z tego powodu bardzo miło.

Nie wymaga komentarza

 

About Krzysztof Benedykciński

Entuzjasta technologii internetowych, bloger, wspinacz. Pomimo powrotu do Polski, cały czas stara się zrozumieć chińską mentalność, pisząc swoją debiutancką książkę o życiu białasa w Państwie Środka.

, ,

  • Krzysztof Benedykciński

    nie mam pojęcia i nawet chyba nie chcę wiedzieć :)

  • Krzysztof Benedykciński

    Musisz wejść w uliczkę za fabryką (patrząc od strony centrum) i trzymać się ścieżki.
    Co do mięsa – każdy na swoje gusta :-)

    Dzięki za koment i zapraszany ponownie :-)