Kolejna fucha, czyli jak rozkręcam biznes w Chinach

Jakiś czas temu dostałem telefon od jednego Chińczyka. Znalazł moje ogłoszenie na lokalnym serwisie. Powiedział, że jest w stanie organizować grupki Chińczyków do nauki angielskiego. Zaproponował mi spotkanie w celu omówienia dalszych szczegółów. Umówiliśmy się na zeszły piątek (11.11).

Pojechałem w okolicę, którą już znałem – byliśmy tam z Kasią szukać rzekomej ścianki wspinaczkowej (okazało się, że już jej nie ma, teraz tylko aerobik czy inne feng-shui). Miejscówka okazała się dzielnicą całkiem niezłych budynków, głównie biurowców i oddziałów banków. Bez większego problemu (oczywiście z włączonym GPSem i po zapytaniu po angielsku przechodnia o budynek) dotarłem na miejsce.

Oto budynek, którego szukałem

Wszedłem do środka, a tam co najmniej jak w poznańskiej Andersii – wszystko wypolerowane, marmury, tablice z nazwami firm na poszczególnych piętrach, recepcja, ochrona etc. Będąc w Chinach raczej nie spotyka się tego codziennie, stąd od razu stwierdziłem, że ziomek musi być jakąś szychą.

Wjechałem na piętro, gdzie swoją siedzibę miał Claude. Zostałem zaproszony do jego biura, które wyglądało bardzo nowocześnie – szklany stół, minimalistyczny wystrój i co najciekawsze – amerykańska flaga stojąca na jego biurku. Claude od razu poczęstował mnie jedną z lepszych herbat jakie tutaj piłem. Zaczęliśmy luźną pogadankę o tym, kim jestem, co tu robię itp. Zajęło nam to jakieś 15 minut. W tym czasie dowiedziałem się również, że Claude prowadzi pracownię architektoniczną, która obsługuje sporą część budów w mieście. A ponieważ się przeprowadzają i zostawiają wolne biuro, Claude wpadł na pomysł odpalenia w nim mini-szkoły angielskiego. Kto miałby w niej uczyć? Ja!

Jak to zwykle bywa wśród bogatszych Chinoli, i ten musiał lekko podsycić swoje dumne ego i pokazał mi na swoim MacBooku Air zdjęcia z podróży po Stanach, Ameryce Środkowej i Europie (oczywiście odpalił pokaz zdjęć z durną muzyczką :-P ). Okazało się, że w Europie, konkretnie w Paryżu najciekawszym zajęciem było robienie zdjęć Europejkom i z Europejkami. Póki na zdjęciach były kobiety w pełnym ubraniu, było jeszcze ok (choć musicie przyznać, że to dość eee…. dziwne?). Jednak na końcu było parę fotek dziewczyn opalających się topless. Jakie wrażenie wywarłby na was przyszły partner biznesowy, który zafundowałby wam taki pokaz zdjęć? No właśnie…

Ciekawe było również jego podejście do kwestii mojej wizy (na wizie studenckiej, nie możemy legalnie pracować w Chinach). Stwierdził: wiem, że nie możesz legalnie pracować i otrzymywać wynagrodzenia, ale jakoś to obejdziemy. No i bardzo dobrze :) .

A to sąsiedni budynek - ciekawe czy to projekt pracowni Claude'a :P

Na koniec spotkania zapytał mnie jeszcze, czy są jakieś możliwości na rozkręcenie jakiegoś biznesu w Polsce. Ja na to, że jasne, chociaż w sumie ciekawie też by było odpalić coś w Chinach. No i zacząłem swój wywód na temat runku smartphonów i aplikacji mobilnych, moich planach na odpalenie takowego biznesu, znajomości z Chińczykiem, który nie dość, że jest programistą, to jeszcze ogromnym entuzjastą technologii mobilnych. Poza tym pokazałem mu kilka ciekawszych aplikacji, z których korzystam na codzień na telefonie. Claude wydawał się zainteresowany moimi pomysłami, poprosił o przemyślenie jego propozycji, podziękował za spotkanie i pożegnał mnie.

Co ja o tym wszystkim sądzę? Myślę, że warto spróbować. A nóż zaowocuje to ciekawszą, niż tylko szkółka językowa, współpracą.

About Krzysztof Benedykciński

Entuzjasta technologii internetowych, bloger, wspinacz. Pomimo powrotu do Polski, cały czas stara się zrozumieć chińską mentalność, pisząc swoją debiutancką książkę o życiu białasa w Państwie Środka.

, , ,

  • Chris Filo Gorgolewski

    Pozwole sobie byc odrobine zlosliwy (wiesz, ze nie bylbym soba gdybym tego nie zrobil :P ). Co jest mniej powazne – pokazywanie na spotkaniu biznesowym pol nagich lasek czy opisywanie tego publicznie na swoim blogu? ;)

    • Krzysztof Benedykciński

      Ten blog właśnie po to jest, żeby opisywać tego typu sytuacje :D

  • http://rekordyguinessa.pl Paweł

    Tak trzymaj Krzychu! Wszelkie kontakty biznesowe w Chinach Ci się na pewno kiedyś przydadzą :)

    • Krzysztof Benedykciński

      No myślę! :)