Briefing z tygodnia

Dawno się nie odzywaliśmy. A to dlatego, że sporo się dzieje, wracamy czasem późno i już się nie chce pisać. Nawet jeśli wpis powstanie na telefonie, to potem trzeba go podrasować, ubrać w tagi, kategorie itp. Stąd 3-dniowa cisza w eterze :) .

Dostaliśmy niedawno info od mojej nauczycielki, że możemy się zgłosić do jakiegoś nauczyciela Zhu (w Chinach do wszystkich pracownik uczelnianych, niezależnie czy to administracyjny czy naukowych mówi się per nauczycielu – laoshi), który szuka chętnych zagraniczniaków do pomocy. Stwierdziliśmy – czemu nie? Można sprawdzić, o co chodzi, a jak się nie spodoba to nie brnąć dalej.

Zadzwoniłem do owego Zhu. Zaprosił nas na spotkanie do swojego gabinetu jeszcze tego samego popołudnia. Ponieważ mówił niewyraźnie, trochę pobłądziliśmy po korytarzach, jednak ostatecznie zostaliśmy wyłowieni przez jego głos dochodzący z gabinetu. Lekko rozdziawiliśmy buzie, kiedy spojrzeliśmy na tabliczkę na drzwiach – prodziekan do spraw studiów MBA. Wybrałem się w lekko niewyjściowym stroju – krótkie spodenki, koszulka oddychająca – miałem iść na badmintona przecież. To nawet lepiej – dziekan jak zauważył rakietki, od razu powiedział, że też gra i chętnie kiedyś z nami zagra. Taaa, akurat – to tylko takie grzecznościowe gadanie. A jeśli by nawet kiedyś miało do tego dojść, to nie byłby to miły mecz – w Chinach raczej wypada przegrać ze swoim przełożonym, nauczycielem itp.

Zwróćcie uwagę na domenę w adresie mailowym - to tak jakby u nas mieć adres dziekan@wp.pl


No więc cóż też chciał od nas ziomek dziekan? Szczerze mówiąc – nie wiemy do końca. Mówił bardzo zawile, jak to bywa z Chinolami. Na początku coś tam mówił o nauce angielskiego, że nie ma zbyt wielu okazji do pogadania z ludźmi z zachodu, więc każdą nadarzającą się okazję chce wykorzystać do rozmowy. Potem zaczął coś mówić o jakichś researchach, o zbieraniu jakichś danych. Bardzo fajnie, pięknie, ale co my z tego będziemy mieli? Bo uśmiech dziekana to trochę mało. Dziekan sam powiedział, że nie może nam płacić, bo nie możemy pracować (tiaaa, akurat – pamiętacie wpis o naszych fuchach, prawda?) na naszej wizie. No więc co otrzymamy w zamian? Wspólne obiadki? Spacery? A może wspólną grę w badmintona? Nie, dziękujemy. Wolimy kesz. Zacząłem się zastanawiać, czy dałoby się namówić dziekana na wybudowanie niedużej ścianki wspinaczkowej w sali gimnastycznej. Jednak po krótkiej analizie stwierdziliśmy z Kasią, że to marzenie ściętej głowy – dla jednego białasa nikt nie postawi ściany. Dzisiaj więc Kasia zadzwoniła i grzecznie poinformowała, że nie mamy czasu, że musimy się uczyć chińskiego i niech szuka innych łosi :D

Zmieniamy temat: Kasia miała w tygodniu bardzo ciekawą prezentację na temat polskiej kultury. Z tego, co mówiła, Chińczycy byli bardzo zainteresowani – po kilku prezentacjach dotyczących mniejszości etnicznych w Chinach była to na pewno miła odmiana. Kasia opowiedziała o polskim morzu i Tatrach, polskich miastach, stylach architektonicznych, tańcach ludowych. Kiedy przygotowywała prezentację i zobaczyłem zdjęcia polskiego jedzenia to aż się łezka zakręciła :P Chciała też wstawić film prezentowany w polskim pawilonie podczas Expo w Szanghaju, ale stwierdziliśmy oboje, że to nie ma sensu – dla nas jest to bardzo ciekawa opowieść, 1000 lat historii Polski zamknięta w 8 minutowej animacji. Jednak dla Chińczyków będzie to jedna wielka bitwa, łomot i tłuczenie się nawzajem.

Definitywnie zakończyłem też swoją karierę z taekwondo – nie odpowiada mi ani data, ani godzina, ani to, że muszę zapłacić za zajęcia. Za to dziś uczestniczyłem w pierwszych zajęciach z badmintona. Bardzo mi się spodobała gra w badmintona, praktycznie co drugi dzień chodzimy sobie pograć do naszej sali – a jest gdzie, zobaczcie sami:

Oprócz dużej sami, są jeszcze 2 mniejsze – w jednej jest ok 50 stołów do ping-ponga, w drugiej, kolejne 8 pełnowymiarowych boisk do badmintona. Teraz już nie jest dla mnie tajemnicą, dlaczego Chińczycy są mistrzami w tenisa stołowego oraz badmintona – po prostu grają w niego, ile wlezie.

Przyszli mistrzowie świata w pingla - maluchy grają jak maszyny.

Miało być krótko, wyszło jak zawsze. Na koniec dodam, że Piotr wysłał dziś szpej (sprzęt wspinaczkowy), mam nadzieję, że w ciągu 2 tygodni dojdzie :-)

About Krzysztof Benedykciński

Entuzjasta technologii internetowych, bloger, wspinacz. Pomimo powrotu do Polski, cały czas stara się zrozumieć chińską mentalność, pisząc swoją debiutancką książkę o życiu białasa w Państwie Środka.

, ,

  • http://www.facebook.com/people/Piotr-Nowik/1675008908 Piotr Nowik

    o jak fajnie zobaczyć filmik i posłuchać komentarz głosowy
    … szpej mam nadzieję, dotrze szybko i cało i nikt się nie doczepi że chińska produkcja wraca z powrotem “do macierzy” ;)

    • Krzysztof Benedykciński

      No jak to chińska? Przeca włoski to sprzęt! :-P

  • Agata Iwasiewicz

    Badmington jest suuuper, jak wrócicie to trzeba będzie to jakoś razem kontynuować :P

    • Krzysztof Benedykciński

      Bardzo chętnie, ale nie wiem czy dacie nam radę, my tu ćwiczymy kilka razy w tygodniu :-D