Wizyta w chińskim ogrodzie botanicznym

Ponieważ pogoda nadal zachęca do wystawiania nosa z mieszkania, ruszyliśmy dziś na północ Kunmingu do ogrodu botanicznego. Zabraliśmy się tam wraz z naszymi znajomymi z Rosji – Julią i Denisem.

Podróż nie trwała długo – wsiedliśmy do autobusu jadącego prosto po tej samej ulicy, przy której mieszkamy. Wysiedliśmy przy jednym z meczetów i skierowaliśmy się na wschód. Idąc uliczką zauważyliśmy bardzo ciekawie wyglądający chiński targ. Oto krótka relacja audio z wizyty na targu. Poniżej od razu zamieszczam zdjęcia, żebyście wiedzieli o czym mówimy :)

Przed wejściem na targ można było kupić żywe kury.

Na targu, jak to na targu - wszędzie pełno kramików sprzedających swoje towary.

Wygląda to trochę jakby pani dekorowała tort rodzynkami. Ciekawe jak smakują te "rodzynki"

Podobno dobrze przyrządzone suszone mięso jest na prawdę bardzo smaczne, jednak nie wiem czy kiedykolwiek się do niego przekonam.

Co wywarło na nas największe wrażenie? A jak myślicie? Tak, zdecydowanie gniazdo os, z którego pani wybierała nie przepoczwarzone jeszcze larwy i wkładała do plastikowego pudełka celem… no właśnie, ja mógł być cel? Czujemy, że spożywczy, ale jeśli macie inne pomysły, czekamy na nie w komentarzach.

Opuściwszy iście interesujący przybytek jakim był targ, dotarliśmy do bramy ogrodu botanicznego. Niestety nie udało się uzyskać zniżki studenckiej na wejściówkę. Nie szkodzi – warto było wydać te całe 10 juanów na wstęp do ogrodu. Był on nieco inaczej skonstruowany niż ten, który znamy z Poznania. Nie było aż tak wielu tabliczek z nazwami poszczególnych roślin. Jednak było równie uroczo. Przede wszystkim zażyliśmy nieco zieleni i świeższego powietrza. Na dodatek znaleźliśmy kilka miejsc, w których mogliśmy odpocząć od tłumów Chińczyków, robiących zdjęcia żółtym liściom, jakby były to najwspanialsze okazy liści, jakie kiedykolwiek widzieli.Niestety nie jesteśmy w stanie powiedzieć z czego wynika owa fascynacja.

Jednak co było największą atrakcją parku? Otóż były to młode pary małżeńskie, które przychodziły specjalnie do tegoż właśnie ogrodu na sesje zdjęciowe. Żebyście mogli zobaczyć ten cały sprzęt, który ze sobą nosili: gitary, skrzypce (jako rekwizyty), blendy, statywy, zestawy do makijażu no i oczywiście wielkie torby z wałówką.

Pani młoda sobie leży i czeka na fotografa, a pan młody masuje sobie policzki - nie mam pojęcia w jakim celu.

Czyż pan młody nie wygląda wytwornie?

Generalnie chińskie ceremonie ślubne są trochę inne niż nasze, stąd prawdopodobnie powstanie osobny wpis na temat tego, jak wygląda ta uroczystość w Państwie Środka.

Ponieważ upload zdjęć na Flickra był dziś bardzo utrudniony, postaram się dodać resztę zdjęć do naszych galerii w najbliższym czasie.

About Krzysztof Benedykciński

Entuzjasta technologii internetowych, bloger, wspinacz. Pomimo powrotu do Polski, cały czas stara się zrozumieć chińską mentalność, pisząc swoją debiutancką książkę o życiu białasa w Państwie Środka.

, , ,