Pierwszy wspin w skałach

Ponieważ od wczoraj (tj. poniedziałku) do piątku mamy wolne na uczelni, postanowiliśmy ruszyć odwłoki. A że od 2 tygodni nie byłem na ścianie, nasz cel padł na Fumin. Miasteczko znane jest z malowniczego wąwozu, w którym znaleźć można ok 69 obitych dróg (Chinka wspominała o 150, ale nie wiem czy wszystkie są obite) o trudności 5.7 do 5.13b. Nasza, w założeniu, krótka podróż do owej miejscowości z początku przerodziła się w przemiłą obiazdówkę po Kunmingu. Najpierw net zrobił Kasię w jajo i nakierował nas na zupełnie inny dworzec (północny dworzec autobusowy). Po otrzymaniu instrukcji od lokalsów, przetransportowaliśmy się do dworca zachodniego. Ten również okazał się nie być właściwym. Lekko osłabieni przez tą wiadomość ruszyliśmy do kolejnego dworca – północnozachodniego (musimy sprawdzić ile ich tu jest). Na szczęście 3.dworzec okazał się tym właściwym.

dsc06197

Ja już nie wiem, na który dworzec mamy jechać...

Wyjeżdżamy z Kunmingu, krajobraz robi się bardziej że tak powiem “countryside”. I dobrze – ile można siedzieć w tym wielkim mieście. Przejeżdżamy pod wielką górą tunelem w którym nie było czegoś takiego jak wyjścia bezpieczeństwa (wspominam ciepło drogę na lotnisko w Berlinie, gdzie przejeżdżaliśmy przez super-bezpieczne tunele) i kłębiły się spaliny.

dsc06209

Przed nami samochód załadowany... dyktą?

Po niedługiej podróży lądujemy na dworcu w Fumin. Jemy lunch a przy okazji zbieram od nowo poznanych wspinaczy wskazówki dalszego dojazdu do skał. Łapiemy busika w kierunku tamy.

dsc06215

Zejście z trawersu - akcja przejęcia psiaka

Tama na rzece okazuje się małą przegrodą bądź spiętrzeniem (tak to się chyba nazywa). Żeby dostać się na skały, przechodzimy na drugą stronę rzeki. I w tym momencie dochodzi do pierwszego w Chinach wspinu w skałach – mały trawers ponad rzeką. Idę bez plecaka na rekonesans w trekingach (nie polecam). Pokonuję trawers i ląduje w  wielkim błocku. Wracam w uwalonych butach po plecak i Kachola. Tym razem przebieram buty na wspinaczkowe, co wyraźnie poprawia moją pewność na trawersie. Zostawiam plecak i wracam po Kasie, która nie czuje się na siłach na trawers ponad rzeką. Idzie obadać inną drogę. Ja idę pod skałę, żeby poznać Ziomków-wspinaczy. Okazują się być oni grupką Chińczyków z Kunmingu. Pytam o trudność dróg (oczywiście czekam na rzetelną odpowiedź poprzedzoną rzutem oka na topo :) . Nic z tego. Dowiaduję się za to, że jedna droga jest łatwa i każdy ją złoi (przejdzie), inna już nie taka łatwa. Ok, idę szukać Kachola. Chińczyk w okularach ostrzega mnie, że droga, którą pójdę jest jeszcze bardziej niebezpieczna niż trawers, bo to przejście niczym przez dżunglę i że pełno pająków. Ta, akurat. Może i było trochę dużych pająków (nigdy takich nie widziałem), ale z dżunglą to przegięli. Znajduje Kachola całego, pająki jej nie zjadły :-P idziemy pod skalę. Wyciągamy qiaokeli (czyt. ciaokeli – czekoladę) jako łapówkę, żeby się wkupić. Był to strzał w dziesiątkę. Dostajemy pozwolenie na wspin na ich linie.

dsc06218

Pierwszy atak na łatwą drogę

dsc06233

Kasia też dobrze sobie radzi już za pierwszym razem

Na początek włazimy na bardzo łatwo wyglądającą drogę, na wędkę. I rzeczywiście pokonuję ją bez większych przeszkód (no dobra, lekki stresik związany z tym, że trzyma mnie Chińczyk był :P ). Kasia idzie w moje ślady. Z lekkimi przeszkodami też dochodzi do końca drogi, przy gromkich brawach ze strony ekipy. Ponieważ okazało się, że busik powrotny do Kunmingu odjeżdżał bardzo wcześnie, więc musieliśmy się zbierać. Jednak w tym samym czasie jeden z Chinoli kończy drogę, którą prowadził, a która nie wyglądała na wcale łatwą (momentami czysta płyta bez chwytów, lekki okapik). Po namowach ziomków (chyba pokazałem, że nie jestem luzerem) skusiłem się, również na wędkę. Droga pęka przy użyciu fajnego heel hooka, zjeżdżam na dół bardzo zadowolony, że dałem się namówić. Szybka wymiana kontaktów i spadamy z powrotem do Fumin. Atmosfera była bardzo miła, zostaliśmy również poczęstowani bananami, bawiliśmy się z psiakami, ogólnie super. Mamy nadzieję, że uda nam się jakoś może jeszcze z ziomkami gdzieś wyskoczyć na wspin.

dsc06246

Dzisiejsza ekipa w komplecie (nie licząc robiącego zdjęcie)

W drodze powrotnej łapiemy stopa. Pan jest tak miły, że chce nas zaprosić do knajpy na obiad lub jeśli poczekamy aż załatwi sprawunki to podwiezie nas do Kunmingu. Jednak zdecydowaliśmy się wracać  – ostatni bus do domu wkrótce miał odjeżdżać. Powrót do domu zajmuje nam sporo czasu, bo budowana jest nowa droga i ciągle wyjeżdżają maszyny z budowy na drogę torując wszystko.

Podsumowując – jak na niezbyt szczęśliwie zaczęty dzień, to był on bardzo ciekawy, obfitujący w miłe przygody i nowe znajomości. Szkoda tylko, że nie udało nam się zobaczyć skał pomalowanych na zielono :P

Z przyczyn technicznych, na razie więcej fotek na mojej picasie

About Krzysztof Benedykciński

Entuzjasta technologii internetowych, bloger, wspinacz. Pomimo powrotu do Polski, cały czas stara się zrozumieć chińską mentalność, pisząc swoją debiutancką książkę o życiu białasa w Państwie Środka.

, , ,

  • Chris Filo Gorgolewski

    Cos czuje, ze bede musia was odwiedzic :) Jak wyglada dojazd do was z Pekinu?

    • Krzysztof Benedykciński

      Zapraszamy! Kasia po powrocie z uczelni znajdzie dojazdy i podeślemy Ci info na priv, ok?

      • Chris Filo Gorgolewski

        Super – dzieki. Ale dopiero w czerwcu 2012 bm mogl do was zawitac – beziecie tam jeszcze?

        • Krzysztof Benedykciński

          Jeżeli nic się nie zmieni, to będziemy tu stacjonować do tego czasu :)