Piątkowe przygody – chińskie telefony, płyty i monopoly

Wpis miał zostać napisany w sobotę wieczorem, jednak wróciliśmy ze wspinu koło 22 totalnie zmęczeni, dlatego publikuję go dopiero dziś (tj. w niedzielę 23.10).

Wczorajszy dzień zakończył się juz dziś, stąd nie miałem czasu, żeby wrzucić kolejny post. Zawsze jest przecież czas na to w miejskim autobusie :-) Poszliśmy wczoraj na zebranie kółka fotograficznego. Było to pierwsze spotkanie organizacyjne. Niczego szczególnego nie mówili, wspomnieli o sobotnim wyjeździe do parku botanicznego (w którym nie będziemy uczestniczyć, bo jedziemy na wspin – juhu!). Za to dowiedziałem się, że jednak nie należę do tego klubu – podczas targów wystawiały się co najmniej 2 kluby fotograficzne. Jeden jest bardziej nastawiony na kręceniem reportaży (czyli de facto nie jest klubem fotograficznym tylko filmowym), drugi jest w takim razie nie wiem czym. Bo jeszcze nie byłem na żadnym spotkaniu, a tutaj wszystko trzeba sprawdzić samemu. Żeby się przypadkiem nie okazało, że robią jakieś dziwne sesje fotograficzne :-P Po spotkaniu poszliśmy coś zjeść. Po raz pierwszy od wyjazdu z Polski poszliśmy na mały fastfood. Zamówiłem sobie fishmaka a Kasia tortille. Były całkiem ok. Spożywając posiłek Kasia natrafiła na chinski magazyn. Na końcu były kawały (prawdziwy humor z zeszytów :-) )

Tak oto wyglądał McChina

Kachol wcina swoją tortillę i czyta chińskie kawały

W wolnym tłumaczeniu kawał brzmi: "wraca chiński student z Ameryki i zaczyna opowiadać swoim rodzicom: w Ameryce, to jest taka technologia, że do maszyny wkłada się całą świnię a wychodzi kiełbasa. Na to ojciec studenta odpowiada: my z twoją matką mamy lepszą technologię - włożyliśmy kiełbasę a wyszła świnia"

Wybaczcie jeśli czujecie się zgorszeni, jednak chciałem zaprezentować chińskie poczucie humoru w pełnej krasie. Co prawda kawały związane z “tą” sfera życia nie należą do rzadkości również w Polsce, jednak nazywanie swojego potomstwa zwierzęciem hodowlanym raczej nas nie śmieszy. Generalnie nasze kawały nie śmieszą Chińczyków, chińskie kawały nie śmieszą nas. Posileni bułą i naleśnikiem (a osłabieni przez chińskie kawały) poszliśmy do punkt obsługi China Mobile, największego chińskiego operatora (dla niepoznaki, że jest to praktycznie monopol jest jeszcze China Unicom – czyli mamy w sumie duopol). Przy okazji doładowania konta chcieliśmy dodać sobie naszych znajomych do listy ulubionych, żeby mieć z nimi tańsze rozmowy. Nie byłoby w tym nic niezwykłego gdyby nie to, że jeden numer może mieć przypisanego tylko jednego znajomego, z którym będzie rozmawiać taniej. Czyli jeśli Kasia ma mnie już w znajomych, to nikt inny nie może mnie juz mnie mieć w tanich znajomych. Wyobrażacie to sobie? Normalnie kto pierwszy ten lepszy i będzie rozmawiać taniej. Absurd totalny, prawda? Musimy to jednak jakoś przeżyć – po prostu jedno z nas będzie dzwoniło od znajomych,  a drugie nie :P

W drodze powrotnej do mieszkania zainteresowałem się pewnym sklepem, który mijamy codziennie idąc na uczelnię. Jest to sklep z pirackimi płytami z filmami, muzyką, programami i grami. W telewizorze ustawionym “do ulicy” leciał właśnie Capitan America – z obejrzanego fragmentu odnoszę wrażenie, że to kino klasy C.

W telewizorze codziennie można obejrzeć inny hit filmowy

Weszliśmy do tego przybytku tylko, żeby sobie popatrzeć co też za ciekawostki można zakupić w owym sklepie. Na pewno dostanie się wszystkie filmy kina chińskiego jakie kiedykolwiek powstały (i to na Blu-ray, a jak!), ostatnie hity Hollywoodu takie jak wspomniany wcześniej Capitan America, muzykę (znalazłem “Octavarium” Dream Theater!) no i oczywiście soft komputerowy. W jakich cenach te wszystkie cudeńka? Zobaczcie sami:

Windows 7? Proszę bardzo - jedyne 15 juli (7,5 zł)

Kontrola? Nie, panowie policjanci przecież też muszą mieć co oglądać w piątkowy wieczór :D

Zachęceni niską ceną, postanowiliśmy kupić ostatnią część Harry’ego Pottera za… całe 10 juanów (5zł). Piękne, połyskliwe pudełko, napisy po chińsku i angielsku – nic, tylko biec i wkładać do odtwarzacza. Jednak po uruchomieniu płyty ma się do czynienia z czymś na kształt VCD – menu i funkcje takie jak przy płytach DVD, jednak jakość obrazu trochę lepsza niż screener z kina. No ale czego można było się spodziewać za 5zł?

Tak wyglądał cały zakupiony "set"

Wieczór spędziliśmy w bardzo miłej acz nerwowej atmosferze gry w Monopoly. Dlaczego nerwowej? Bo Kasia puściła wszystkich jak leci z torbami. Na szczęście nie byłem pierwszym, który zbankrutował :) Chińsko-angielska wersja ma napisy w angielskim i chińskim, a przedmiotem zakupu są dzielnice chińskich miast takich jak Pekin czy Sznghaj.

Kasia zdecydowanie powinna zająć się grubszym biznesem, skoro tak dobrze radzi sobie w Monopoly

Ciekawe co przyniesie kolejny piątek :)

About Krzysztof Benedykciński

Entuzjasta technologii internetowych, bloger, wspinacz. Pomimo powrotu do Polski, cały czas stara się zrozumieć chińską mentalność, pisząc swoją debiutancką książkę o życiu białasa w Państwie Środka.

, , , ,

  • http://www.facebook.com/people/Zofia-Gulczyńska/1355761143 Zofia Gulczyńska

    Dowcip, który jest w centrum fotografii z dowcipem wcale nie jest o świniach ;> Też sprośny, ale kpi głównie ze wspominanej później sieci China Mobile. Nie, żebym wytykała. Jest w sumie równie “śmieszny” :p

    • Krzysztof Benedykciński

      Tylko czekałem na to kto się skapnie, że to nie ten kawał :-D punkt dla Ciebie Zocha! Z czego jeszcze śmieją się Chińczycy?