Jak praca znajduje człowieka, czyli zaczynam uczyć angielskiego

Jakiś czas temu wrzuciłem na lokalny serwis ogłoszenie w sprawie nauki angielskiego. Odezwało się do mnie nawet kilka osób w tej sprawie. Pierwszy telefon dostałem od kobiety, która niestety mieszkała za daleko, pod Kunmingiem, więc stwierdziła, że się nie opłaca. Drugi telefon dostałem od ziomka, który poszukuje nauczyciela dla swojej ciotki (oboje Chińczycy). Trzeci kontakt to sms od kobitki, która poszukiwała native’a dla swojego synka.

Ostateczna konwersja, w postaci umówionego spotkania, do którego doszło, wyniosła 33% (wybaczcie dziwaczną nomenklaturę, ale nie mogłem się powstrzymać :) ) – na 3 telefony, spotkałem się z jednym uczniem. Było to wczoraj, praktycznie zaraz po powrocie z ogrodu botanicznego. Umówiłem się pod bramą uniwersytetu, gdzie spotkałem chińską pary z dzieckiem. Poszliśmy do parku na kampusie omówić szczegóły naszych lekcji. Okazało się, że owi państwo Chińczycy są absolwentami naszego uniwerku, więc byli dobrze rozeznani w tutejszej topografii. Mało tego, studiowali w jednej grupie… rachunkowość. Już sobie wyobrażam ten podryw: “może posiedzimy razem nad podatkiem liniowym” :D (wybaczcie mój sarkazm w stosunku do rachunkowości, nie był to mój ulubiony przedmiot na studiach).

Bill, bo takie ma angielskie imię chłopiec, którego uczę (albo dopiero zacznę uczyć), ma 8 lat i jest niezłym bystrzakiem. Uczył się już angielskiego przez 1,5 roku, ma zajęcia z Chińczykiem, który uczył się w Stanach. Lekcje ze mną mają być dodatkową okazją do konwersacji po angielsku.

To mój pierwszy podopieczny - Bill

Przeszliśmy się z Billem po kampusie rozmawiając o różnych sprawach. Chciałem sprawdzić jaki jest poziom jego angielskiego. Muszę przyznać, że pozytywnie mnie zaskoczył – mówił ładnie, płynnie i z bardzo dobrą znajomością słownictwa. Niewątpliwie będzie trzeba się przyłożyć do przygotowywania materiałów dla niego.

Po ok. 40 minutach, stojąc przed budynkiem biblioteki zaczepił nas mały chiński chłopiec. Po chwili dołączył do niego jego tata. Zapytał, czy mam czas porozmawiać. Odpowiedziałem, że za chwilę będę wolny. Odprowadziłem Billa do jego rodziców i wróciłem pod bibliotekę. Okazało się, że był to kolejny chętny do nauki angielskiego. W tym przypadku jest to Jason, lat 5, którego rodzice pracują na uczelni. Tydzień temu mieliśmy pogadankę z policją na temat tego, że nie możemy pracować na wizie studenckiej, a tu wykładowcy akademiccy sami chcą zatrudniać białasa. Tak to właśnie jest – władza swoje, życie swoje.

W tym samym czasie, kiedy rozmawiałem z rodzicami Jasona podeszła do mnie grupka Chińczyków. Pomyślałem sobie, że jak tak dalej pójdzie, to otworzę szkołę angielskiego. Jednak w tym przypadku nie chodziło o naukę. Na początku nie mogłem za bardzo zrozumieć, o co im dokładnie chodzi. Kiedy jednak zaczęli coś przebąkiwać o tym, że jest to praca dorywcza, że jest się swoim własnym szefem, od razu zrozumiałem o co chodzi – sprzedaż bezpośrednia. Poszukują kolejnych sprzedawców, a biała twarz na pewno doskonale by się nadawała jako swoisty wabik na Chińczyków. Produktami firmy Perfect są wszelkiej maści produkty lecznicze, suplementy diety, kosmetyki, produkty czystości i inne badziewie, którego za żadne skarby nie chciałbym sprzedawać. Z grzeczności wziąłem numer telefonu do ziomka-sprzedawcy i poszedłem w długą.

Oto firmowa butelka z wodą - jest perfekcyjna :D

Wracając jednak do meritum wpisu, dziś odbyła się pierwsza lekcja z Jasonem. Jest to przemiły dzieciak, który jak na swoje 5 lat jest bardzo spokojny i nie roznosi go na wszystkie strony. Przyniósł ze sobą cały zestaw kredek i papier. Zapytał mnie od razu jakie zwierzęta lubię. Odpowiedziałem, że lubię (jeść :P ) krowy. No i zaczęło się wielkie rysowanie. Chciałem mu puścić jakąś piosenkę, żeby trochę urozmaicić lekcję, jednak ten z uporem maniaka dawał mi kolejne kredki, żebym kolorował jego rysunki. Godzinna lekcja upłynęła bardzo szybko. Następna już za tydzień.

Oto dzisiejsze dzieło Jasona, które dostałem w prezencie

About Krzysztof Benedykciński

Entuzjasta technologii internetowych, bloger, wspinacz. Pomimo powrotu do Polski, cały czas stara się zrozumieć chińską mentalność, pisząc swoją debiutancką książkę o życiu białasa w Państwie Środka.

, ,