Smutna wiadomość z frontu ściankowego

Tak jak Kasia pisała w poprzednim poście, ruszyliśmy na poszukiwania ścianki wspinaczkowej Flying Eagle (to może być nie-flying? orzeł-nielot? :P ). Szukaliśmy jej chyba z 1,5h, łażąc po jakichś osiedlach, hotelach i innych instytucjach. Jak zwykle panowała szeroko zakrojona niewiedza. Trudno jednak się połapać, jeśli na ulicy zostały zmienione tabliczki z numerami domów, a o tym nie wiedzieli nawet tubylcy. W końcu znaleźliśmy wewnętrzny dziedziniec osiedla, na którym stały wypasione Land Rovery z naklejkami chińskiego stowarzyszenia podróżników i eksploratorów. Od razu pomyślałem, że ci ludzie muszą wiedzieć, gdzie jest ta ściana. Siedzibę stowarzyszenia znaleźliśmy w opuszczonym i zaniedbanym budynku (nie to, żeby to była jakaś nowość). Przynajmniej ziomek, który nas powitał był bardzo pomocny – mówił po angielsku i był dobrze poinformowany. Powiedział, że ściana została zamknięta z powodu rozbiórki budynku. Stwierdził również, że może po Bożym Narodzeniu zostanie znów otwarta,  jakoś jednak w to nie wierzę. Jednak cieszymy się z nawiązanego kontaktu. Okazało się, że ziomek ów był speleologiem. A że grotołazikowanie może być równie ekscytujące, co wspinaczka, może udałoby się kiedyś w przyszłości pobawić się w to trochę. Choć nie wiem, czy chcę się uczyć tego fachu od chinoli :P

Nie tracimy zatem zapału, jutro wyruszamy na poszukiwania kolejnej ściany o wdzięcznej nazwie Red Point. Mamy nadzieję, że trafimy do niej łatwiej niż dziś i że będzie jeszcze istniała :)

About Krzysztof Benedykciński

Entuzjasta technologii internetowych, bloger, wspinacz. Pomimo powrotu do Polski, cały czas stara się zrozumieć chińską mentalność, pisząc swoją debiutancką książkę o życiu białasa w Państwie Środka.

,

  • aga

    I jak się ostatecznie zakończyły poszukiwania ścianki? :)
    Poza tym ciekawe, co Wy tam jecie, stołujecie się u tubylców czy gotujecie sami?

    • beny

      A ze ścianą to lekka kicha – jest tylko mały bulder ;/ więc całą nadzieję pokładam w skałach; jeśli chodzi o jedzenie, to głównie jadamy na zewnątrz; po pierwsze: jadanie na mieście jest tu bardzo tanie, po drugie nie mamy lodówki, więc nie mamy gdzie przechowywać jedzenia; po trzecie mi tu się w ogóle nie chce gotować :P chociaż muszę przyznać, że Kasia zrobiła ostatnio doskonały żurek… z paczki :P ale za to z jakim wsadem – kabanosik i ziemniaczki z pobliskiego targu warzywnego były doskonałym dopełnieniem do chemicznej zupki :D