Mapa świata

Pierwszy dzień chińskiej na uczelni

Wpis został przygotowany 15.09, wrzucam dopiero dziś, bo wcześniej były problemy z połączeniem.

Czy pamiętacie jak czuliście się, gdy szliście do I klasy podstawowej? Bo ja dziś miałem okazję powtórzyć to doświadczenie. Żartowaliśmy nawet z Kasią, że odprowadza mnie na zajęcia niczym mama odprowadzająca pierwszaka do szkoły. Zrobiliśmy nawet małą wyprawkę – kupiliśmy 2 zeszyty, po czym poszliśmy na spotkanie z przeznaczeniem. Muszę przyznać, że poczułem lekki dreszczyk, kiedy żegnaliśmy się pod drzwiami i kiedy przekraczałem próg klasy wypełnionej samymi Skośniakami.

Jakie to uczucie? Specyficzne, szczególnie, że nikt nie garnąl się szczególnie do tego, żeby usiąść koło mnie – nie dziwota, zwarte, znające się grupki nie są otwarte na nowych przybyszy, szczególnie jeśli jest to Laowai (czyli białas – tan nazywają nas Chinole). Przysiadłem się do jednej Wietnamki, która w miarę mówiła po angielsku, jednak była strasznie nieśmiała. Ciekawe jestem czy jest to narodowa cecha Wiatnamczyków – Kasia miała również podobne doświadczenia podczas rocznego pobytu w Nankinie, kiedy to mieszkała z Wietnamką. Wracając jednak do sedna, nie uśmiechało mi się studiowanie chińszczyzny z osobami, na które spoglądałem. Wyglądali trochę jak rozwrzeszczani gimnazjaliści, którzy na dodatek szpanują iPhonami (nie wiadomo z resztą czy to nie były jakieś podróby, które można tu kupić na ulicy). Dlatego nie mogłem uwierzyć swojemu szczęściu, gdy do sali weszła Murzynka – Elisabeth, z Londynu. Od razu wymieniliśmy porozumiewawcze spojrzenia pod tytułem “jak dobrze widzieć białasa” ( w tym przypadku może stwierdzenie nie jest zbyt poprawne politycznie, ale rozumiecie pewnie jego sens). Skośni są naprawdę speyficzni, o czym na pewno nie omieszkam wspomnieć na blogu (będzie osobny wpis o osobliwym toku rozumowania naszych wschodnich przyjaciół). Siedzimy z Elisabeth w jednej ławce (która może jest odpowiednia dla małych Chińczyków, ale na pewno nie dla mnie) i razem będziemy poznawać tajniki chińskiej mowy. Zapowiada się ciekawie :)

Po zajęciach mieliśmy umówione spotkanie z pośrednikiem mieszkaniowym. Mieszkanie okazało się bardzo fajne, najlepsze jakie do tej pory widzieliśmy, jednak dojazd do niego był totalnie skopany ;/, stwierdziliśmy więc, że nie przeniesiemy się prawie za miasto, żeby dojeżdżać na uczelnię nie wiadomo ile. Kolejne mieszkanie okazało się całkiem osobliwe – toaleta i prysznic były wydzielone ściankami działowymi wykonanymi ze… szkła :P nie wiem jaki fetysz miała osoba, która zaaranżowała taką konstrukcję w mieszkaniu, jednak stwierdziliśmy, że to nie dla nas. Poza tym nie było zupełnie mebli.

W tak zwanym międzyczasie udaliśmy się do China Costruction Bank – jak twierdzi Kasia, jednego z najbardziej liczących się w Państwie Środka, więc mamy pewność, że nasza stypa nie przepadnie zjedzona przez jakiegoś finansowego smoka i będziemy mogli ją spokojnie wypłacać nie tylko w Kunmingu. Procedura zakładania konta była niezwykle zawiła i skomplikowana, a to głownie dlatego, że Chińczykom w głowie się nie mieści, że nie-Chińczyk może zakładać u nich konto. Po kilkunastu minutach tłumaczenia pani z banku, że jesteśmy z kraju, który naprawdę istnieje, postanowiłem nawet narysować prowizoryczną mapę świata, żeby jej uzmysłowić, gdzie mniej więcej leży nasza piękna ojczyzna. Dopiero wtedy coś do niej dotarło i mogliśmy przejść do wypełniania formularzy. Po zweryfikowaniu danych, zostaliśmy zaproszeni do strefy VIP! A co! Tam już poszło trochę lepiej, dostaliśmy od razu karty, numery kont, jednak podsumowując, spędziliśmy w banku jakieś 1,5h. A chcieliśmy tylko założyć konto…

Mapa świata

Orientacyjna mapa świata narysowana przeze mnie w oddziale banku

Po zabawach z finansami obejrzeliśmy kolejne mieszkanie, jak się okazało, trochę za daleko. Jednak bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie to, że na terenie osiedla była… ścianka wspinaczkowa! Mała, ale zawsze! Jutro zobaczymy, na co ostatecznie się zdecydujemy. Fajnie by było mieć ścianę na osiedlu, jednak ważniejsze jest raczej to, czy nie spędzasz kilku godzin w komunikacji miejskiej.

3majcie kciuki za jutrzejsze spotkanie z właścicielem jednego z mieszkań. Mamy nadzieję, że w końcu dorwiemy metę!

About Krzysztof Benedykciński

Entuzjasta technologii internetowych, bloger, wspinacz. Pomimo powrotu do Polski, cały czas stara się zrozumieć chińską mentalność, pisząc swoją debiutancką książkę o życiu białasa w Państwie Środka.

, ,

  • mati

    Do czego to doszlo, ze bialy cieszy sie na widok czarnego :D ;) A tak serio to Ty nie jestes na jakims takim kursie poczatkujacym dla bialych cywilizowanych ludzi zachodu, tylko z samymi azjatami siedzisz? dziwne. A i jeszcze, czy w chinskich mieszkaniach kuchnia tez jest raczej czyms rzadko spotykanym? Moja dziewczyna szukajac miejscowki na Tajwanie kuchnie spotykala w niewielu mieszkaniach i to raczej tych wiekszych/drozszych.

    • beny

      No tak to wyszło, że mam samych Azjatów :) Jeśli chodzi o kuchnię, to raczej tutaj, w Kunmingu, jest to standard. Jednak wygląd tej kuchni i jej wyposażenie może się bardzo różnić – widzieliśmy i takie, w których nie było praktycznie nic. W naszym mieszkaniu mamy kilka szafek, zlew i kuchenkę, także też nie ma szału.

  • Bartek B.

    Krzysiek, coś czuję, że po tej podróży napiszesz książkę :D

    3mamy kciuki :) powodzenia!!

    • beny

      Dzięki Bartek! W sumie coś w tym jest – jeśli utrzymałbym tempo pisania postów, to po roku spokojnie niezła książka by się zebrała :)

  • marek

    Wybierz ściankę! walić chinoli i ich język, wcale nie musisz jeździć! :P

    • beny

      Już jesteśmy po przeprowadzce – wybraliśmy wariant blisko uczelni, bez ścianki ;/ Jednak mam 2 ściany niedaleko, o ile są jeszcze czynne. Sprawdzę to w przyszłym tygodniu :)

      • mati

        Hmm, wiekszosc “chinskich” scianek dla kogos z Twoim wzrostem moze byc za latwa :D

        • beny

          Zobaczymy :D na razie muszę je znaleźć.

  • Wojtek Kowalczewski

    Mapa świata jak dla mnie wymiata :) choć brzmi to abstrakcyjnie.

    • beny

      dzięki Wojtek! jak najbardziej abstrakcyjnie, szczególnie, że byliśmy w banku a nie na straganie w warzywniaku :P

  • Kasia_W

    Łohohohoho!
    Jestem pełna podziwu dla Twojego tempa publikacji postów – mój blog sobie inkubuje się, bo wyszły ważniejsze priorytetowo sprawy. ;)
    Ja również chciałam zameldować, że znalazłam lokum w Warszawie, na Mokotowie. Z ciekawostek: w miniony czw, pt, sob byłam znowu w Poznaniu – występowałam z ramienia KOMBINATORIUM łódzkiego. Aktualnie pozdrawiam Was gorąco z Mazur, w końcu na trochę dłużej w domu się zatrzymam ;)

    • kasia

      dzięki Kasiu! wiesz, dużo się dzieję, więc jest o czym pisać – pewnie jak życie się trochę unormuje (a mam nadzieję, że nie :) , to może będę pisać mniej; póki mam wenę i czas, chcę pisać; a od dziś mam jeszcze neta mobilnego, to już w ogóle mogę zacząć pisać posta na telefonie, przesłać draft na bloga i dokończyć pisać już na PC :) internet technology rulezzz :) cieszę się, że znalazłaś metę w Wawce – Mokotów, fiu fiu :D

      • beny

        odpisałem z profilu Kasi :)