Badania lekarskie w Chinach

Podczas wczorajszych zajęć dowiedzieliśmy się, że dziś będą wielkie uroczystości 60-lecia uczelni i w związku z tym zajęcia są odwołane. Dostaliśmy też okolicznościowe czerwone koszulki, w których mieliśmy stawić się  na uniwerku o bliżej nieokreślonej porze, by razem z innymi uczniakami tworzyć czerwoną masę. Już przygotowywaliśmy się duchowo na przydługawe przemowy oficjeli, kiedy to niespodziewanie zadzwonił koleś z dziekanatu i oznajmił, że o 8.20 mamy się stawić na uczelni, jednak bynajmniej nie w celu świętowania rocznicy założenia uczelni, tylko odbycia badań lekarskich. Było to drugie podejście do badań (wg planu miały się odbyć w piątek, ale zostały w ostatniej chwili odwołane).

Zostaliśmy wywiezieni kawał drogi do centrum badań lekarskich. Już w Polsce zrobiliśmy badania krwi, rentgen klatki piersiowej i badania serca, więc mieliśmy nadzieję, że to tylko kwestia wypisania formularza, podetknięcia Chinolom wyników pod ich spłaszczone nosy, pieczątka, podpis i po sprawie. Zaczęliśmy tracić animusz, kiedy nie chcieli uznać badań nowopoznanego Ekwadorczyka, ponieważ stempel lekarski i podpis były na dole formularza a brakowało pieczątki nachodzącej na zdjęcie. No i niestety, podobny los spotkał nas ? wszystkie badania do powtórki. Powód? Badania robiliśmy w większości 18 marca, dziś jest 20 września, więc wg Chinoli straciły ważność dwa dni temu. Gdyby nie odwołali badań w piątek wszystko byłoby w porządku. Wkurzyliśmy się oczywiście strasznie, próbowaliśmy dyskutować, przypominało to jednak walenie głową w mur (chiński Wielki Mur, możecie sobie wyobrazić!). Dostaliśmy wykaz: mierzenie, ważenie, badanie wzroku, badanie tętna, EKG, rentgen, USG, mocz no i niestety pobieranie krwi.

Tak wyglądało badanie wzroku z pomocą tablicy i drewnianej chochli

Szczęśliwie udało nam się ominąć chociaż jeden punkt programu – rentgen klatki piersiowej, więc świecić w nocy nie będziemy! Uratował nas zapewne niezwykle interesujący artykuł w gazecie, który przykuł uwagę lekarza do tego stopnia, że Krzyś pokazał tylko,  że ma zdjęcie zapisane na płycie CD. To wystarczyło aby orzec, ze z jego płucami wszystko w najlepszym porządku.

I tak od gabinetu do gabinetu. Na wypadek pobierania krwi mieliśmy nawet własne igły, nie okazały się na szczęście potrzebne. Poprosiliśmy jednak panią pielęgniarkę o wymianę rękawiczek, ponieważ zachodziło uzasadnione podejrzenie, że znajdują się na jej rękach stanowczo za długo ;)

Poziom higieny w centrum badań lekarskich był mocno wątpliwy

Trwało to parę godzin, wyszliśmy z odchudzonymi portfelami, pokłuci i z nadszarpniętymi nerwami :/. Pozytywne było to, że w trakcie całej tej eskapady poznaliśmy kolejnych paru “białasów”. Krzychowi, z pomocą innego adroidowego zapaleńca udało się ustawić mobilny net w telefonie, co go oczywiście niebywale ucieszyło. Teraz ponagla mnie żebyśmy poszli szukać ściany!

Jak zatem możecie zobaczyć, badania lekarskie w Chinach to mała… ściema :P

About kasia

Absolwentka sinologii, podróżniczka, miłośniczka gór i eksperymentów kulinarnych, biegaczka. Odpowiada za planowanie i logistykę naszych wojaży, służy również swoimi umiejętnościami translatorskimi.

,